Zabawa lazurowa z książką


Robi się cieplej i pewnie część z Was zaczyna planować wakacje, ale zanim o wakacjach, to może powspominamy poprzednie? Dzisiaj zapraszam do wspólnej zabawy, w której mamy dla Was letnie książki "Śródziemnomorskie lato" od Wydawnictwa Literackiego.

Co dla Was mamy

Mamy dla Was trzy książki kulinarno-podróżnicze "Śródziemnomorskie lato. Sezon na Lazurowym Wybrzeżu i Costa Bella" D. Shallecka i E. Munuza. Książka jest od 19.04. na rynku, czyli dopiero od wczoraj, więc możecie dość szybko stać się jej posiadaczami. Mamy takie trzy książki od Wydawnictwa Literackiego i mam nadzieję, że Wam się spodobają.

W końcu, przynajmniej mój wymarzony odpoczynek to taki, gdy po całym dniu zwiedzania mogę w cieniu zatopić się z dobrą książką i odpocząć.

A książka oczywiście w tematyce kulinarnej, pełna opisów dań, a w dodatku akcja książki dzieje się w naprawdę bajkowej, lazurowej scenerii. :)

Co trzeba zrobić

Napisać krótko o podróży swoich marzeń, o miłych wakacjach, o planach lub wakacjach tych zrealizowanych. Dajcie się ponieść wyobraźni lub po prostu opiszcie już zrealizowane marzenia wakacyjne. :) Każdy może zostawić dowolną liczbę komentarzy, a ja jak zawsze zapraszam do zabawy i Waszych znajomych, i bliskich. Opis może być krótki lub długi, może być rymowany, forma dowolna.

Czas do wtorku 24.04.2012 do północy, wyniki w środę (wieczorem!) ;-)))

Paulina Stępień

kotlet.tv

Dodaj komentarz

Komentarze: 36

Zawsze marzyłam o Paryżu, wiadomo miasto zakochanych.Marzenia się spełniły.. pojechałam tam w swoją podróż poślubną. Był ciepły, kolorowy październik. Paryż mnie zachwycił, na ulicach słychać wszystkie języki świata, nikt się spieszy, piękne zabytki. Wersal , znany mi z książek Aleksandra Dumasa , Luwr z ” Kodu Da Vinci „. rejs Loarą. Dziś, oglądając setki zdjęć wspominamy naszą podróż poślubną i planujemy kolejne , już we troje…
[img]http://kotlet.tv/wp-content/uploads-comments/paryz.jpg[/img]

Jako mała dziewczynka marzyłam o dalekich podróżach, innych krajach, narodowościach. Zbierałam pocztówki, wycinki z gazet (miałam specjalny zeszyt, gdzie to wszystko wklejałam hehehe), uwielbiałam oglądać czyjeś zdjecia z wypraw. Póżniej dostałam globus i mogłam wędrować sobie „palcem po mapie” :) Kiedy dorosłam zobaczyłam wiele pięknych miejsc na świecie, tych o których śniłam, ale ZAWSZE, za każdym razem, kiedy byłam setki km od domu – marzyłam o … Polsce i porównywałam miejsca, w których jestem do niej. Teraz zwiedzam swój kraj i uważam, że ma tyle pięknych, magicznych miejsc, że co roku udaje mi się wybrać w podróż marzeń po Ojczyźnie. Ważne, żeby zwiedzać i podóżować z ukochanymi osobami i nic więcej do szczęścia jest nie potrzebne :)

Jako mała dziewczynka marzyłam o dalekich podróżach, innych krajach, narodowościach. Zbierałam pocztówki, wycinki z gazet (miałam specjalny zeszyt, gdzie to wszystko wklejałam hehehe), uwielbiałam oglądać czyjeś zdjecia z wypraw. Póżniej dostałam globus i mogłam wędrować sobie „palcem po mapie” :) Kiedy dorosłam zobaczyłam wiele pięknych miejsc na świecie, tych o których śniłam, ale ZAWSZE, za każdym razem, kiedy byłam setki km od domu – marzyłam o … Polsce i porównywałam miejsca, w których jestem do niej. Teraz zwiedzam swój kraj i uważam, że ma tyle pięknych, magicznych miejsc, że co roku udaje mi się wybrać w podróż marzeń po Ojczyźnie. Ważne, żeby zwiedzać i podóżować z ukochanymi osobami i nic więcej do szczęścia jest nie potrzebne :)

wakacje nad Morzem, naszym Morzem oczywiście to jest to czego każdy powinien choc raz w życiu zaznac:) małe nadmorskie miasteczka, ciepłe wieczory, malownicze krajobrazy i TE kolorowe zachody słońca, a na ulicach mnóstwo opalonych, wesołych ludzi:) ta atmosfera….CUDOWANIE po prostu! kto był ten wie, że pisząc ten tekst krótki i zwięzły w brzuchu pojawiają się motylki, w głowie wspaniałe wspomnienia i co najważniejsze chęc powrotu w te miejsca:) tak nasze Morze uzależnia, taka ooooo wspaniała forma uzależnienia:) uchuuuu i już czuję jakbym tam była teraz i już:)

Jak byłam małą dziewczynka, to marzyłam o odwiedzeniu końca tęczy, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest tam kociołek ze złotem. Niestety nigdy tam nie doszłam.
Później marzyłam o zwiedzeniu pięknego, magicznego lasu z bajki, ale też nie wiedziałam gdzie się on znajduje :(
Później marzyłam o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, w których mieszkała moja ulubiona piosenkarka ….. ale nie chcieli mi dać visy (chyba byłam za młoda :D )
W końcu za górami, za lasami znalazłam piękne miejsce na odpoczynek. Co to było? To piękne miasto, w którym czuję się jak ryba w wodzie! Tam, gdzie słońce świeci od rana do wieczora. Czasami też pada tam pięknie pachnący deszcz, ale najczęściej jest tam sucho i wspaniale! Jest to Northampton, w którym się zakochałam!! Nie ma piękniejszego miasta. Choć nie jest to typowo turystyczne miasto, to mają tam piękne, zielone parki, które przystosowane są dla dorosłych jak i dla dzieci! Również Londyn mnie zauroczył, szczególnie Pałacem, który w blasku słońca wygląda dokładnie jak ten z bajki, którą oglądałam jako mała dziewczynka!
Moje wymarzone wakacje? Powrót do przeszłości, w której każde marzenie zdawało się być realnym!
Pozdrawiam i życzę każdemu, żeby jego marzenie się spełniło.

Ostatnio leżąc z moim mężem rano w łóżku po „przyjemnym” poranku kiedy nasze dzieciątko jeszcze słodko spało rozmarzyłam sie o takich wakacjach:
„leżymy na drewnianym pomoście, pod nami błękitna woda, w której pływają ryby we wszystkich kolorach tęczy, słońce muska nasze ciała a delikatny wietrzyk umila gorący poranek. na tacy obok nas śróddziemnomorskie śniadanie, owoce, koktajl z palemką. Możemy bez pośpiechu delektować się ciszą i swoim towarzystwem. po śniadaniu zsuwany się z pomostu do przyjemnie chłodnej wody a poźniej ruszamy na podbój Bali czy też innego równie pięknego miejsca na ziemi…”
ech jak miło pomarzyć gdy za oknem zaledwie 5 st cel.
pozdrawiam
i czekam na wiecej przepisów i konkursów

Moje wymarzone wakacje? Hmm…. Moim zdaniem nie ważne gdzie a ważne z kim. Wymarzone wakacje spędziłabym na wsi, w drewnianym domku oczywiście z moim mężusiem i córeczką, która ma 7 miesięcy. Już sobie wyobrażam jak leżymy na kocyku na łące i patrzymy w chmury i oczywiście zajadamy się słodkościami z Waszych przepisów. Czuć delikatny wiatr na ciele a słoneczko praży :) W oddali słychać szum strumyka. Mmm…cudnie by było ALE SIĘ ROZMARZYŁAM!!! Oby do wakacji!!!!!

Mam w pamięci swoje pierwsze, cudowne, samodzielne wakacje. Był to wyjazd paczką 8-osobową z namiotami do Bułgarii. Pieniędzy nie mieliśmy za wiele, więc przemieszczaliśmy się w większości autostopem. Chłopaki siedzieli schowani w przydrożnych rowach, a my – dziewczyny łapałyśmy stopa. I udawało się :) Tak dojechaliśmy na przepiękne bułgarskie wybrzeże. Zwiedzanie, opalanie, zabawy do białego rana nad ciepłym morzem były cudownym odpoczynkiem, i przygodą. Pamiętam pyszne , tłuste bułki, jakby z francuskiego ciasta, z serem – na słono, które jedliśmy z jogurtami z koziego mleka, sałatkę szopską, ogromniaste arbuzy układane w wielkie stosy wprost na chodnikach, i przepyszne, cieknące sokiem brzoskwinie. Tylko tam jadlam tak pyszne brzoskwinie. Poznani Bułgarzy częstowalii nas swymi potrawami. Pamiętam wędlinę, która była przepyszna. Było to mięso krojone w dość duże kawałki, zapeklowane wcześniej, i później upakowane w żołądek wieprzowy, sprasowane i suszone w specjalnej suszarni. Do dziś pamiętam ten niepowtarzalny, cudowny smak – coś jakby wędlina długo dojrzewająca. Spróbowałam również bułgarskiego specjału domowej roboty pod nazwą rakija. Oj, mocne obrzydlistwo :) Ale najzabawniejsze było to, że przez pierwsze dni pobytu nie jedliśmy chleba. Otóż pytając w budce, czy jest chleb, sprzedawcy kiwali głowami w sposób, jaki u nas oznacza przeczenie. Tylko, że my o tym nie wiedzieliśmy, że Bułgarzy mają odwrotnie :) Że ich TAK, to jak nasze NIE, i odwrotnie :)…Ech fajnie tak powspominać. I dzięki Tobie właśnie obudziłam wspomnienia i przeniosłam się do beztroskich, fajnych, bardzo młodych lat .
A moim marzeniem jest podróż do Peru i na Islandię. Peru – to trochę trudne będzie do zrealizowania, natomiast Islandia jest w fazie planowania. I całkiem realna, biorąc pod uwagę, że jestem rybożercą :)
Pozdrawiam, i Tobie życzę cudnych wakacji w tym roku, gdyż ubiegłoroczne mialaś dość pracowite :)

Wymarzona podróż to wycieczka do Chorwacji. Ciepłe, turkusowe morze tuż obok pięknych gór. W Polsce muszę pojechać na drugi kraniec Polski by wspiąć się na szczyt,a morze mam na co dzień. Połączenie morza i gór w jednym miejscu to w tej chwili dla mnie coś nieosiągalnego, że mogę tylko bujać w obłokach. W Chorwacji mogłabym się wylegiwać na białym piasku z drinkiem z parasolką by następnego dnia założyć terenowe buty i zobaczyć ten piękny kraj ze szczytu gór.

Chciałam skorygować adres mailowy, bo niechący wcisnęła mi się z przodu literka. I nie wiem, czy dobry adres przeszedł do Ciebie. Teraz powinien ukazać Ci się prawidłowy.

Ojoj , dużo by pisać ,, Moim marzeniem jest zwiedzenie chin jest to miasto pełne sekretów i zabytków . Mur Chiński czy Czy wielki Budda z Leshan są godne zobaczenia . Ale to tylko dwa z wielu innych zabytków. Najbardziej ciekawi mnie ich kuchnia , której smaku nie znajdzie się w Polsce ( na pewno nie takiego jak tam ) .Ale Drugim z marzeń jest Pojechanie Do ciepłych krajów np. Na Karaiby , lub na Lazurowe Wybrzeże w środku zimy. To chyba nie tylko moje , ale i również wielu innych Polaków marzenie.Nie marze o wycieczce dookoła świata . Może inni będą zdziwieni , ale nie lubię dłuuugich wypraw z daleka od domu , tego ciepła które w nim jest , własnego łóżka .. :D. W każdym bądź razie mój umysł ma wiele różnych marzeń , ale czym prędzej trzeba wygrac w LOTTO !! Wtedy spełnie wszystkie z moich podrózniczych marzeń. Jednym z najbardziej utesknionych marzen jest wyprawa na miejsce katastrofy Titanica i zwiedzenie Cmentarza na którym pochowana jest cześć rozbitków. Ta tragednie jest , i chyba zawsze bedzie dla mnie zagadką … Jak taki wielki Statek zatonął w 2 godz. 30 min. ? Dlaczego Szalupy nie zawróciły żeby uratować innych ludzi ? ego już nikt nie odgadnie , ale wrak Titanica skrywa wiele Tajemnic i warto tez było by zobaczyć go na żywo płynąc ponad 3000m w głębie oceanu. Także moja wyobraźnia jest wielka , Mam jeszcze trochę czasu żeby spełnić te 3 najważniejsze dla mnie podróże mojego życia . Poczekamy zobaczymy ! :)

Maciek :D

Najlepsza była nasza podróż poślubna po 9 latach małżeństwa :)

Moja wymarzona podróż to trasa krajami azjatyckimi, Chiny Indie Wietnam a zwłaszcza Japonia! Jestem zauroczona sztuką dalekiego wschodu a także kocham smaki tych krajów. W taką podróż wzięłabym ogromną walizkę na zakupione produkty spożywcze a także ludowe ubrania z tamtych okolic :D no i przede wszystkim próbowałabym wszystkich najdziwniejszych potraw bacznie przyglądając się ich powstawaniu. Nie umiem słowami wyrazić jak bardzo chciałabym zobaczyć te kraje, poznać ich kulturę na własnej skurzę, zwiedzić tyle zabytków na ile pozwolą mi nogi i wieele innych planów krocząc ścieżkami krajów słońca ^^

Ja oczywiscie z chęcia pojechała bym do tej lazurowej scenerii. Pomarzyć można pewnie nigdy tam nie pojadę ale z chęcią przeczytała bym książkę śródziemnomorskie lato ;-) Lubię czytać a takiej książki jeszcze nie posiadam Bardzo lubię podróżować niestety bardzo rzadko wyjeżdżam ze względu na finanse. Nie miałam okazji być na wycieczce za granicą jeśli była by taka okazji to chciała bym najpierw polecieć/pojechać do Chorwacji. Bardzo podobają mi się tam plaże co prawda widziałam je tylko na zdjęciach i w filmach ale pewnie było by super uczucie tam być ;-)

A ja nie bardzo wiem co opisać gdyż nie pamietam kiedy byłam na urlopie. Tzn mam prace która pozwala na urlop ale niestety nie jeżdże nigdzie. Jestem matką samotnie wychowującą już dorosłą córkę,więc kasy nigdy za dużo,a jak jest to chce aby ona żyła ,mam jeszcze suczkę która ogranicza jakikolwiek wyjazd. Ale jestem zdrowa,moja córa także więc nie marudze i cieszę się tym co mam. A urlop? Da się nie wyjeżdżać a książki zawsze pozwalają sie przenieść w inny,wymarzony swiat. Pozdrawiam wszystkich i pamiętajcie że ważne zdrowie bo kase zawsze da się jakos zorganizować. Coś wiem na ten temat bo jestem pielęgniarką. Całusy!!!!

Moje wymarzone wakacje są nadal przede mną;) Może za rok, dwa, a może w jeszcze dalszej przyszłości- ale kiedyś na pewno będę mogła powiedzieć, że spełniłam swoje największe marzenie. A jakie? Podróż po Ameryce Południowej. Nie marzę o wykupionej wycieczce z przewodnikiem, gdzie wszystko byłoby z góry ustalone, nie określam też jej mianem wyprawy, bo ta zazwyczaj kojarzy się z przedzieraniem przez puszczę ;) Kupić bilet i po prostu tam polecieć. Obojętnie gdzie najpierw, czy to będzie Peru, czy Boliwia, czy Kolumbia… Po prostu chciałabym wyruszyć tam w podróż. W podróż po kulturze, po smakach i aromatach, w podróż po prawdziwej Ameryce Południowej- takiej, jaka jest na co dzień dla jej mieszkańców. Spać w małych hostelach prowadzonych przez lokalnych przedsiębiorców, chodzić od targu do targu, od stoiska do stoiska, próbować wszystkiego co nowe, nieznane, zapamiętać jak najwięcej smaków… Podróżować zatłoczonymi busikami, wysiadać w ciekawszych miejscach i utrwalać je starym niezniszczalnym zenitem… A gdy serce napełni się tym klimatem wrócić do domu i starać się odtworzyć jak najwięcej ;) Wierzę, że kiedyś mi się uda, trzymajcie za mnie kciuki! Pozdrawiam ;)

Moja podróż życia rozpoczyna się dokładnie za tydzień. Jest to moja pierwsza wyprawa zagranice, a dokładniej do Chorwacji. Wraz ze znajomymi wyruszamy do Dalmacji, w planach mamy zwiedzić podobno przepiękny Dubrownik, jeziora Plitwickie, Split oraz wiele innych miejsc, których nie zdołałam zapamiętać. Już nie mogę się doczekać kiedy będę smakować śródziemnomorskiej kuchni oraz kiedy będę smakować rakiji oraz zachwycać się olejkami lawendowymi.

Jakkolwiek to zabrzmi- infantylnie, prowincjonalnie i niekonwencjonalnie podróż swojego życia rozpoczynam już we wtorek do…Szczecina. Sęk w tym nie gdzie jadę ale z kim i co mnie w tej podróży spotka. Otóż podróż ta jest wyjątkowa absolutnie ze względu na towarzystwo- słodkie jak smak jogurtu, wręcz cynamonowe- uzależniające, oszałamiające. A podróż choć docelowo służbowa będzie najsłodszą bo słodka jak miód jest jego obecność- przyjemna…Marzyłam o Włoszech, o Krakowie-który kocham całym sercem, o Pradze i o kilku miejscach, dziś moim marzeniem jest spędzić/wykraść z tego życia obarczonego przeszłością i przyrzeczeniami choć chwilę podróży aby była słodka jak jego obecność. Podróż życia- Szczecin, praktycy obruszą się,że to nie podróż-ot zwykła codzienność a dla mnie będzie to święto, do którego przygotowuję się jak do najdłuższej i najważniejszej podróży-skrupulatnie, bo nawet kawa wypita na dworcu będzie mi smakowała jak ta na Lazurowym Wybrzeżu-wszak w tej podróżny przeglądać się będę w jego lazurowych oczach;)- i chcę aby trwała wiecznie ta podroż wyczekana bo pachnąca jego obecnością najdroższą;))

A ja marzę o wyjeździe do Paryża. I to wcale nie po to aby zobaczyć wieżę Eiffla, łuk Triumfalny czy Sorbonę. Moim marzeniem jest zobaczyć Luwr, ze wszystkimi jego wspaniałościami, obrazami, rzeźbami, wielkimi arcydziełami najwybitniejszych artystów. A żeby trochę namieszać to muszę napisać, że wcale nie jestem wielką znawczynią ani pasjonatką sztuki. Lubię chodzić do muzeów i oglądać wystawy, ale tak „dla siebie”. Czasem nie rozumiem dlaczego ktoś fascynuje się jakimś obrazem (np. zupełnie nie rozumiem kubizmu:-)) a czasem mały obrazek ukryty gdzieś na końcu sali muzealnej będzie moim faworytem, bo będzie miał namalowane śliczne czerwone maki. W Luwrze fascynuje mnie przede wszystkim jego wielkość i to, że w jednym miejscu zawarte jest kilka tysięcy lat. Nie pamiętam już dokładnie za jaką przyczyną i kiedy zrodziło się w mojej głowie takie marzenie aby zobaczyć właśnie Luwr, ale od tamtej pory (czyli już dobrych kilka lat) robię wszystko aby to marzenie stało się realne (na razie bez większych skutków). Ale przecież marzenia się spełniają!

Jest wiele pięknych krajów, które warto byłoby zobaczyć. Ale ja zakochałam się w naszych cudownych Mazurach. Będąc jeszcze na studiach, aby odrobić wf, pojechałam w wakacje na Mazury, na żagle. Co prawda nie umiem pływać, ale jak to się mówi „raz kozie śmierć”. Pojechałam i …zakochałam się. W jeziorach, lasach, żaglówkach, kajakach, ogniskach, ludziach, przyrodzie, w ogóle w całych Mazurach. Udało nam się zobaczyć i Mikołajki i Giżycko i jeszcze kilka innych miejscowości. Mieszkaliśmy na łódkach. Warunki spartańskie, ale mnie to nie przeszkadzało, bo właśnie w tym był cały urok. Rano trzeba było samemu zrobić śniadanie, pozmywać po sobie, przygotować łódkę na wyprawę, wieczorem dokładnie ją wyczyścić, posprzątać w środku. Zresztą wszystkie niedogodności rekompensowały widoki ze środka jeziora. Albo błękit wody, słońce odbijające swoje promienie od tafli jeziora, albo zieleń lasów, widok Mikołajek. Jak w bajce. Od tych wakacji minęło już parę lat, na razie nie udało mi się wrócić w tamte strony. Ale może za rok…

Moja podróż wymarzona..
nad naszym morzem była spędzona.
Ten powiew wiatru i szum fal
sprawiał, że patrząc w dal
czułam się jak w innym świecie…
Może ze mną do niego wejdziecie?
Wszystko jest w nim piękne, kolorowe
a dzieci są zawsze zdrowe,
problemy znikają w jednej chwili
żebyśmy zawsze szczęśliwi byli…
I tak spacerując brzegiem morza rozmyślam,
że najlepiej z tej podróży korzystam
kiedy jestem z mężem i córeczkami
a niebo takie błękitne nad nami:))

Moja podróż z marzeń???
Na dobry początek podróży pożegnalna kawa i ciasto czekoladowe w mojej ukochanej poznańskiej kawiarence Stacja Cafe. Później na Ławicę i fruuuuu do Londynu :) Moc atrakcji przede mną! Tower of London, Big Ben, Buckingham Palace, London Eye po zmroku… Jednak muszę się spieszyć, bo już czeka na mnie czerwony autobusik pętirusik :) Dokąd zmierzam??? 48-50 St. John’s Road – RECIPEASE by JAMIE OLIVER! Moje marzenie nr 1 z Londynu! Lekcja gotowania z Jamie Oliverem! Uwielbiam go! Jego poczucie humoru, charyzma… Świetny facet :) Po lekcji u Jamieego pora pożegnać Londyn i fruuuuu do Paryża :) Wśród wielu zabytków, Wieży Eiffla, Łuku Triumfalnego, Katedry Notre Dame, w mieście zakochanych mieści się akademia gotowania Le Cordon Bleu. Nazwa mówi sama za siebie! Marzenie nr 2 z Paryża – poznać kuchnie francuską w szkole z tak wielkimi tradycjami… W przerwie między kulinarnymi doznaniami odwiedzam jeszcze Barcelonę i Rzym. Przydałby się też mały wypad nad Adriatyk, aby naładować akumulatory na długą podróż samolotem… Gdzie lecę??? New York!!!! Na deser przygotowałam sobie wizytę w Hoboken New Jersey… Tak! Cukiernia Carla! Chciałabym poznać całą rodzinę Valastro z Buddym na czele i spróbować ich specjałów – Cannoli, Lobster Tails, Groovy Girl Fondant Cake, Red Velvet Cake… Nawet kalorie nie grałyby roli… Mmmmm… Zgłodniałam…
Warto marzyć, prawda?

Moim marzeniem jest podróż do Japonii,kraju różnorodności,kwitnącej wiecznie wiśni,gejszy,smaków kolorów tak pięknych, zachęcająchcych..Spróbować wynalazków kuchni japońskiej,sushi z prawdziwego zdarzenia,sake.. Poznać Okinawańczyka.. Podziwiam opanowanie i harmonie Japończyków..Chciałabym zobaczyć prawdziwych japończyków którzy z serca gotują najbardziej tradycyjne ich potrawy..zjeść naprawdę prawdziwie świeże krewetki..prawdziwe tofu..Może wkońcu przekonałabym się do grzybów shiitake .. chciałabym poczuć Japonię najlepiej jak się da, zabrać jej ducha ze sobą.. zapachy.. i pamiątki kulinarne do Polski:):)

Wyobraź sobie, że właśnie przekraczasz granicę z Włochami, wita Cię kraj makaronów, pomidorów wygrzewających się w słońcu południa, oliwy lekko szczypiącej z język, ale także przepysznych deserów, dla mnie wystarczy wspomnieć chociaż deser panna cotta, rozpływający się w ustach! Południowe, a na dodatek popołudniowe, słońce przygrzewa niemiłosiernie, masz już w głowie chwilę, kiedy po niewygodach długiej podróży, położysz się na łóżku, kiedy nagle okazuje się, że nie możesz zatrzymać się w miejscu, gdzie planowany był postój na tę noc. „Niech to szlag!”, klniesz pod nosem, skręcasz więc na chybił trafił do najbliższej miejscowości, której włoska nazwa nie kojarzy ci się absolutnie z niczym. Jedziesz dłuższy czas wzdłuż ogromnego jeziora, za którym rozpościerają się góry, już myślisz, że nigdzie tędy nie dojedziesz i nagle, nie wierzysz własnym oczom, spełnienie Twoich włoskich marzeń, miasteczko z typowymi włoskimi kamieniczkami, włoskimi restauracyjkami nad samym brzegiem jeziora, każde miejsce krzyczy do Ciebie: „Jesteś w najprawdziwszych Włoszech!”. Nie potrafisz się oprzeć, więc zostajesz. Mieszkasz w małym pensjonacie w cudownej okolicy, z okna masz widok na jezioro i góry, masz kilka kroków do tętniących nocnym życiem do bólu włoskich ristoranti, jest cudownie! U boku masz ukochaną osobę i spędzacie cały wieczór, mimo zmęczenia podrożą, na typowo włoskich zajęciach: siedzeniu przy stole nakrytym obrusem w czerwono-białą kratę, zajadając makaron z serem Gorgonzola, który ma korzenie właśnie w tej okolicy i popijając prawdziwym piemonckim winem oraz szwendaniu się po ciasnych włoskich uliczkach, gdzie można chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkim. Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko na filmach i w książkach, więc muszę być prawdziwą szczęściarą, że przydarzyło się też mnie!

hm… tak sobie myślę o tej podróży marzeń… jako mała dziewczynka marzyłam tylko o jednym mieście, które czarowało mnie urokiem historycznym i kulturalnym. Zwiedziłam już wiele pięknych miejsc w Polsce, ale do miasta moich marzeń dziecięcych niestety jeszcze nie dojechałam. I tak w cichości mego serca nadal marzę o… Krakowie. Pewnego dnia Kraków odkryje się przede mną. Nie jest to jedyne miejsce, które z wielką chęcią bym odwiedziła. Po nocach śnię o Egipcie, jego tajemniczej starożytnej historii, gorącym klimacie, niezbadanych piramidach, rejsie po Nilu, zobaczeniu krokodyla „na żywo” w egipskim domu, a także nauce nurkowania, by zobaczyć rafy koralowe.
Jakby tego było mało, to moje kolejne miejsce powiązane jest z osobą Gordona Ramsaya (tak tak) uwielbiam jego osobę!! I chociaż w Londynie miałam przyjemność już być i kilka najciekawszych miejsc zwiedziłam z wielką radością zawitałabym do którejś z restauracji Ramsaya, żeby spróbować smakołyków jego autorstwa (nawet nie wspomnę o nieplanowanym spotkaniu z moim guru od potraw ;)) no cóż, na razie pozostaje mi oglądać jego programy telewizyjne, snuć marzenia o podróżach do Krakowa i nie tylko ;) i życzyć nam Wszystkim cierpliwości i środków do realizacji naszych planów :) pozdrawiam cieplutko ;]

Ciężko opisać podróż marzeń :) Mam ich w głowie tak wiele:) Co lepsze, już kilka takich podróży udało mi się zrealizować:) Czasem wystarczy tylko jedna rzecz, jakiś przedmiot, zdjęcie, osoba – by w mojej głowie utworzył się plan takiej podróży. Kiedy byłam małą dziewczynką zaczęły pojawiać się sklepy indyjskie…myślałam, to by było coś, odwiedzić Indie, feria barw, zapachów, doznań wizualnych… W końcu jakieś 10/15 lat później udało mi się taką podróż zorganizować wraz ze znajomymi, nie żadne biuro podróży, tylko spontaniczna wyprawa w bliskim gronie. Spełnienie marzeń…Kolory, zapachy…i przede wszystkim SMAKI:) Byłam oczarowana prostota i doznaniami sensualnymi tamtej kuchni. Proste przepisy ,cudowne zapachy, mieszanka orientalnych przypraw…dużo kolorów. Przy cudownych dźwiękach ( czasem zwykły gwar ulicy, śpiewy mnichów z pobliskich świątyń, dzwoneczki na wietrze,klaksony rikszy i krzyki ludzi) oswajaliśmy i pokochaliśmy tamto jedzenie i życzliwość tamtych ludzi. Zawsze kiedy podróżuję przywożę wiele wspomnień, zdjęć, przypraw i prawdziwych przepisów, oczywiście jeśli uda mi się takie zdobyć od prywatnych osób. Potem w pochmurny zimny dzień staram się zaczarować rzeczywistość i wybrać się do cudownego miejsca , oczywiście tylko poprzez cudowną muzykę ,jedzenie i zapachy. A mój mężczyzna bardzo to docenia:) Obecnie planujemy podróż do Toskanii. Sielski krajobraz, małe miasteczko z kamienia, pola na około, wynajęty mały domek, deska serów ,dobre wino…wyprawy do restauracji , by skosztować tamtejszej kuchni. Spacery, przejażdżki na rowerze… aż się rozmarzyłam:)
Pozdrawiam gorąco z krainy moich marzeń…m.

Jakoś tak dziwacznie zdarzyło nam się dopasować z moją „drugą połówką pomarańczy”, że już samo planowanie podróży przedślubnej okazało się nie lada wyzwaniem…Ja- drobna, romantyczna, delikatna i eteryczna pasjonatka gorących letnich włoskich klimatów najchętniej spacerowałabym po Toskańskich winnicach z bagietką i torbą makaronów w dłoni- on..zszedłby kilka km pod ziemię i śledził podziemne komnaty rejonów umocnionych pamiętających czasy II wojny światowej. Kompromis? O Włoszech mogę zapomnieć- pozostaje mi włoska kuchnia na osłodę, ja do piwnic i komnat ciągnących się 30 km wgłąb samej ziemi szybów również nie dam się zaciągnąć- nie w podróż przedślubną. Może Kraków?-zaproponowałam, Nie-komercja usłyszałam, może góry zaproponowałam- nie. trzeba zbyt wiele chodzić usłyszałam. Może morze….Ku mojemu zdziwieniu „ołowiany żołnierzyk zgodził się i wylądowaliśmy na 31 „CYPLOWej” BATERIi ARTYLERII NADBRZEŻNEJ im. Heliodora Laskowskiego na Helu. Ja wyposażona w koc, krem do odparzeń i przekonana, że będziemy jadać kolacje z butelka wina nad morzem i podziwiać jego zachód, on wyposażony w wykrywacz metali i mapy 2 wojenne bunkrów i nieznanych kazamat. Ja czerpałam garściami z jego wiedzy historycznej, wszak był moim przewodnikiem on dał się czasem namówić na wieczór po plaży. Była to nasza pierwsza i dotąd jedyna podróż, szczerze wątpię czy kiedykolwiek dojdziemy do konsensusu gdzie wspólnie jechać aby wilk był syty i owca cała, w każdym bądź razie podróż na Hel dostarczyła nam wielu mocnych podziemnych wrażeń. A oto tylko 1 z obiektów, którego nie mogłam nie zobaczyć…Wniosek z tej niezapomnianej podróży- trzeba być szaleńczo zakochanym by zamiast słonecznego zachodu we dwoje wybrać się w las i mimo owadów, ukąszeń i oparzeń od pokrzyw podziwiać tego typu „wynalazki”
[img]http://kotlet.tv/wp-content/uploads-comments/P5210016.JPG[/img]

W podróż moich marzeń pojechałabym z moim ukochanym do Hiszpanii, to jest moje największe marzenie. wynająć hotel na jakieś przynajmniej 2 tygodnie… I spacerować wieczorem po plaży, bez tłumu ludzi i się trochę powygłupiać.. Spróbować czegoś czego do tej pory nigdy nie zrobiłam .. :D
pozdrawiam :D

Od zawsze marzyłam o wyjeździe do Włoch mieszkać w domku z widokiem na morze i opalać się na plaży wśród obcokrajowców ( nie wiem dlaczego) ale to mnie bardzo fascynujee… no i też w eleganckiej restauracji z ukochanym jeść kolacje i pić wino.. a w południe zwiedzać miasto i spacerować uliczkami….A z moje największe marzenie płynąć w rejss statkiem : )

Gdy byłem mały wakacje spędzałem w mieście. Większość dzieciaków gdzieś wyjeżdżała a to do rodziny, a to na wczasy z rodzicami, ale wiadomo kilka kumpli zawsze zostawało. Osiedle dopiero się budowało, więc pełno było rozkopów, rowów, dziur, piachu. W takich rowach fajnie bawiło się w żołnierzy, strzelało z procy i bawiło się w chowanego. Na drzewie zawieszona była opona, która służyła nam za huśtawkę. Mogliśmy się na niej huśtać godzinami, nawet dziewczyny nam nie przeszkadzały ;-) Niedaleko osiedla rosły dziko jabłonie więc popołudniami chodziło się czasem na małe co nieco (nie trzeba było iść do domu gdy się było głodnym). A tak poza tym zawsze mieliśmy przy sobie piłkę, rowery, nieraz dokuczaliśmy dziewczynom przy ich zabawie w dom. Było fajnie.
Teraz czasem uda mi się gdzieś wyjechać i choć każdy wyjazd wspominam miło i każdy jak dotąd był udany, to jednak największym sentymentem darzę wakacje z dzieciństwa. Bo chyba nie ważne gdzie a ważne jak są spędzone i z kim.
Każdemu dzieciakowi, życzę właśnie takich wakacji: z kumplami, piłką, rowerami, uśmiechem i dziecięcą beztroską.

Jeszcze gorąca kulinarna relacja z podróży do kraju Reislingu i pikantnych spetzli

Kiedy otrzymałam zaproszenie do Trewiru, położonego niemal na styku granic Niemiec, Luksemburga i Francji, zupełnie nie wiedziałam na jakie wrażenia kulinarne mam się nastawić. W tym wypadku nawet przyjaciel Google nie był zbyt pomocny. Region Nadrenia-Palatynat obfituje w winnice usytuowane na wzgórzach wzdłuż wijącej się meandrami rzeki Mozeli i jak przeczytałam zajmuje pierwsze miejsce w produkcji win w Niemczech. Jednak z jakimi potrawami zetkną się moje kubki smakowe, o tym nie miałam pojęcia.

Pierwsze zaskoczenie , to kolacja w miejscowej restauracji. Zaproponowano mi pikantny i bardzo aromatyczny rosół, podany z kulkami ziemniaczo-mięsnymi i drobnymi kostkami żółtego sera ! Jego wyrazisty i pikantny smak cudownie współgrał z delikatnymi i rozpływającymi się w ustach kulkami. Cudowny smak!

Jako drugie danie podano stek wołowy z kluseczkami (spetzle) o wyraźnym aromacie gałki muszkatołowej, pęczkiem fasolki szparagowej przewiązanej plasterkiem boczku oraz gotowanymi warzywami z sosem holenderskim. Po prostu poezja smaku! Uzupełnienie stanowiło orzeźwiające, półsłodkie wino Reisling lub lekko gorzkie lokalne piwo Bitburger.

A na deser: deska serów pleśniowych i żółtych podanych z winogronami. Totalny smakowy zawrót głowy!

Drugie zaskoczenie spotkało mnie podczas spaceru po mieście. Gdy dotarłam do straganów z warzywami byłam zaskoczona: obok nowości sezonowych – szparagów oraz rabarbaru, leżały wszystkie możliwe odmiany sałat, stały doniczki z ziołami a nawet świeżutka dynia. O dziwo w zwykłym sieciowym markecie, wybór warzyw był również ogromny a ziół nawet większy. Przykładowo można było kupić świeżo cięty i spakowany bouquet garni.

Po trzecie skosztowałam tam naprawdę wyśmienitych deserów. Tutejsi mieszkańcy wyraźnie lubują się w tortach (począwszy od tortu Schwarzwaldzkiego, poprzez tort Dobosza oraz kilku innych których nazw nie znałam, wszystkie były wyśmienite) i ciastach z kremem, ale wielbiciele drożdżówek i słodkich tart też znajdą coś dla siebie.

Zapewniam, że Trewir i dolina Mozeli to prawdziwy raj, dla osób lubiących gotować i oczywiście jeść. Spędziłam tam naprawdę cudowne wakacje i już myślę by jak najszybciej znów tam zawitać.
Teraz nikt mi nie powie, że Niemcy to wyłącznie kraj ziemniaka, piwa i tłustej kiełbaski!

Najlepsze podróże to wakacje u dziadków.Dzieciństwo przepełnione radością,beztroską, ciepłą
atmosferą, bieganiem między snopkami siana,zajadanie pajdy chleba na polu
oraz zapach wspaniałej zupy szczawiowej.

Moim marzeniem jest odwiedzić Norwegię. Norwegia fascynuje mnie już od kilku lat. Mam nadzieję że kiedyś będę mogła rozkoszować pięknym widokiem tych słynnych fiordów, gór i krajobrazów. I że nie będzie to tak jak do tej pory podróż wirtualna. Oglądając zdjęcia oraz czytając opowieści osób które na własne oczy widziały cuda tego kraju mam ochotę jak najszybciej się spakować i wyruszyć w podróż moich marzeń. Kto wie może nie długo to się uda? Czas pokaże, trzymajcie kciuki :)

A ja jestem domatorką, która się trzyma domu kurczowo- bo go kocham :) , Najlepsze wakacje, to te spędzone w moim ogródku- rozbity namiot, ognisko, basen i hamak- czyli niezbędne składniki wakacji jak dla mnie. Łazienka blisko bo w domu więc nie martwię się o to gdzie się umyję, a jak pada deszcz to się przenoszę do swojego pokoju do suchego łóżka. Nieopodal mojego biwaku jest ogród warzywny, w którym uwielbiam pracować i zjadać z niego warzywa- tak takie stacjonarne, sielankowe wakacje- takie najlepsze pod słońcem !