Pierwszy raz pielmieni syberyjskie jadłam w “Babuszce” na warszawskiej ulicy Kruczej. W “Babuszce” serwują dania z kuchni rosyjskiej. Odkąd zagościłam tam pierwszy raz na babskie ploty, to jak tylko mam okazję to właśnie to miejsce odwiedzam. Pielmieni podają tam pyszne, z gorącym rosołkiem i śmietaną… zresztą tak mnie oczarowały, że teraz robię je sama, w domu.
A pielmieni syberyjskie to takie malutkie pierogi z mięsem, malutkie bo wycina się je kieliszkiem. Od zwykłych pierogów mięsnych różnią się nie tylko rozmiarem, ale też farszem. Pielmieni nadziewa się surowym mięsem mielonym, może być wołowe, wieprzowe albo wołowo-wieprzowe. Te ostatnie, mieszane, to właśnie pielmieni syberyjskie.
Podczas gotowania z mięsa wydziela się bulionik i to jest właśnie pyszne w pielmieni, że skrywają pyszne aromatyczne nadzionko. Jako że pierwszy raz jadłam je podawane w rosole ze śmietaną, to właśnie tak serwuję je w domu. Pielmieni są wyjątkowo aromatyczne i niesamowicie pyszne. Każdemu polecam je spróbować.

Pielmieni syberyjskie

