Przekarmiony czy niejadek?


Dzisiaj spojrzenie okiem naszej kotletowej dietetyk na żywienie dzieci, a dokładniej na ich przekarmianie przez najbliższych. Warto poczytać. :)

Lato sprzyja podróżom i odwiedzinom u dawno niewidzianych znajomych i krewnych. A takie odwiedziny sprzyjają obserwacjom zwyczajów żywieniowych. Można na przykład zobaczyć wspaniałą i pełną poświęcenia dla rodziny Babcię, która cały dzień biega za wnukami, co chwila wpychając im do pyszczków jedzonko. A to kawałek owocka, a to jogurcik, a to kanapeczkę, a to kisielek, a to soczek, a to zupkę, a to… Oj – ono nie chce jeść!

– A czemu Pani/Pan/Ciocia/ Dziadek/Mama itp. tak ciągle je karmi?
– Bo ono nic nie je, o proszę, to widać! – odpowiadają, gdy znękane dziecko płacze nad pełnym talerzem.

I nic dziwnego, bo jedzenie cały dzień przeszkadza dziecku w zabawie, odrywa od innych zajęć, a poza tym biedny maluch ma przepełniony żołądek. Wmuszenie w niego kolejnej porcji jest specyficzną torturą dla organizmu. Po takich dziecięcych doświadczeniach mogą się rozwinąć dwie skrajne postawy w stosunku po jedzenia.

Jedną z nich będzie niechęć i wrogi stosunek do posiłków, jako sprawcy bólu brzucha (przejedzenie) oraz czynności ciągle przeszkadzającej w wykonywanych akurat zadaniach. Po latach taka postawa może zaowocować niedożywieniem, a powód negowania potrzeby jedzenia pozostanie nieuświadomiony. Bardzo trudno będzie przełamać psychiczne uwarunkowanie, nawet głód niewiele pomoże. No i niestety, jako bonus, dziecko może nigdy nie nauczyć się kończyć tego, co zaczęło (jakieś fascynujące zajęcie jest przerwane jedzeniem), a to już będzie skutkować gorszymi wynikami w nauce i pracy.

Drugą, skrajną formą reakcji będzie obżarstwo. Takie stałe podjadanie tworzy przyzwyczajenie, czyli potrzebę ciągłego jedzenia. Dorosły wnusio nie może się oderwać od chipsów? Kilka razy dziennie marzy mu się obiadek, nie umie wykonać jakiegokolwiek zadania/ pracy bez podjadania? A może właśnie miał w dzieciństwie u swego boku osobę, która z ogromnym poświęceniem co chwilę go karmiła!

W sytuacji, gdy dziecko jest ciągle karmione, nie poznaje uczucia głodu. Takiego zwykłego, niegroźnego uczucia, poprzez które nasze ciała sygnalizują, że już im zabrakło składników odżywczych i trzeba ponownie „naładować baterie”. Ciągle napełniany i rozciągany żołądek wysyła coraz słabsze sygnały o „pełnym baku”, o przepełnieniu. Z czasem taka osoba stale odczuwa dyskomfort, ma wrażenie, że bez przerwy jest głodna! No i zjada coś i jeszcze coś, a potem jeszcze coś… a potem ma problemy z sercem, wysoki cholesterol, cukrzycę i wiele innych problemów zdrowotnych.

Aaa i jeszcze jedno – kilka lat wcześniej (przed wykryciem tych schorzeń) śmieją się z jego otyłości rówieśnicy i jest wykluczone z ich kręgu. Czy trzeba nadmieniać, że na pocieszenie ta osoba zjada „coś dobrego”?

Dziecko powinno jak najwcześniej mieć oddzielony czas zabawy itp. zajęć od czasu posiłków. A spożywać je powinno przy stole, nie zajmując się w tym samym czasie niczym innym. Nie bawiąc się np. samochodzikami na blacie stołu, nie oglądając telewizji. Tak, wiem – to straszna kara dla niektórych rodzin, zjeść obiad czy kolację przy wyłączonym telewizorze. Ale jeśli naprawdę zależy komuś na zdrowiu potomka, to niech się trochę poświęci. Ładnie nakryty stół i smaczne potrawy będą wystarczającą atrakcją (zobacz też nasz dział z dekoracjami potraw, kanapki z rzodkiewkowymi myszkami smakują dwa razy lepiej!).

A jeśli dziecko po zjedzeniu kilku kęsów odchodzi od stołu, to nie ganiamy go z łyżką/widelcem i nie dokarmiamy, biegając po mieszkaniu. Maluszek szybko się nauczy, że miejscem zaspokajania głodu jest stół, przy którym siedzi rodzina. Nauczy się, że odejście od stołu jest równoznaczne z końcem posiłku.

– A jeśli zaraz będzie wołało, że chce jeść? – zapyta wiele osób. Dziecku trzeba wyjaśnić, gdy odchodzi od stołu, że właśnie zakończyło posiłek, a potem to tłumaczenie spokojnie powtarzać. Do czasu kolejnego posiłku nic mu się nie stanie – szybciej nauczy się rozpoznawać sygnały ciała, w tym i prawdziwe, zdrowe uczucie głodu. Dzieci są od nas o wiele mądrzejsze, sprytniejsze. Wiedzą jak dorosłymi manipulować, by byli na ich usługach. :) Ale skoro uważamy, że my dorośli wiemy lepiej, co dzieciom wolno, a co nie, to bądźmy konsekwentni, kochajmy maluchy tak, by zapewnić im zdrowsze i łatwiejsze życie.

Do tematu prawdziwych niejadków jeszcze wrócimy.
[dietetyk]

Paulina Stępień

kotlet.tv

Dodaj komentarz

Komentarze: 22

  • Paulina z Facebooka

Skąd ja to znam.. „Zjedz coś, tak marnie wyglądasz” – czyli koszmar w wykonaniu dziadków mojego faceta. ;/

  • Natalia z Facebooka

10x lepiej mieć niejadka w domu, bo jak to mówi mój pediatra: „dziecko sie samo nie da zagłodzić”;) Dokarmianie na siłę powinno być karane, potem patrzy sie na 12-latki z cellulitem:/

no coś w tym jest, ale jeszcze nie spotkałam babci-cioci, która by nie mówiła: no zjedz jeszcze troszkę… :D

  • Natalia z Facebooka

Jest, jest: babcia Irena (babcia mojego przyszłego ślubnego) Oj jak miło u niej na obiedzie, bez presji po prostu, ale to jedyna babcia jaką znam;(

  • Natalia z Facebooka

U mnie też tak jest :D I nawet jak mi się utyje z 5 kg to Babcia i tak uzna, że schudłam od poprzedniego spotkania i mnie upasie jedzonkiem :)

no do mnie w sobotę teściowa miała pretensje, kiedy ją poprosiłam, żeby nie biegała i nie karmiła mojego sześciolatka… tak ciężko zrozumieć, ze jak będzie JEGO pora jedzenia, to usiądzie PRZY STOLE i zje SAM….

  • Magdalena z Facebooka

a ja mam w domu malego niejadka i sie nie zgadzam z Natalia Sikora, wolalabym miec w domu dziecko przed ktorym musialabym zamykac lodowke na klodke niz takiego stwora co caly dzien zyje powietrzem i ani jesc ani pic:/:/

  • Natalia z Facebooka

Droga Magdaleno, ja miałam podobnie, ale mama wyznawała zasadę: głodnieje to sama przyjdzie. I rzeczywiście, jak mnie zasysało na polu podczas zabawy to migasem wracałam i wsuwałam cały talerz :)

Babcie już tak mają :)

  • Grażyna z Facebooka

oj, nieprawda! Jestem babcią i nigdy nadmiernie nie zachęcałam moich dzieci i wnuczek do jedzenia! Zawsze informowałam co mam i pytałam czy mają ochotę.

  • Monika z Facebooka

@Natalio S i Natalio K- to chyba nie wiecie co to znaczy mieć niejadka w domu- każdy dzień jest gorszy od następnego a każdy posiłek to walka.Dziecko nie robi sie głodne po dniu czy po kilku, na widok jedzenia ma odruch wymiotny albo nawet wymiotuje, pluje i krzyczy i płacze.Żołądek robi się co raz mniejszy więc i głodu nie odczuwa, jest słabe , marudne ale niestety po jedzenie nie przyjdzie.

@Grażyna to ja mówię brawo :)) w sumie, to ja uwielbiałam jedzenie u Babci i nigdy nie było mi z tym źle! :))

Z czasow wczesnego dziecinstwa mam taki obrazek: siedze na wysokim taborecie ze sliniaczkiem zapietym pod szyja a na stole ogromna micha, ktora wowczas nazywalam „studnia” . Micha ta wypelniona byla po brzegi kasza manna albo „pozywna” zupa (czyt. pelna tluszczu, bo babcia gotowala na miesie). Ilez ja czasu musialam siedziec przy stole aby to wszysto zjesc (bylam przymuszana do jedzenia). Dla mnie – wowczas paroletniego malucha, zjedzenie takiej michy bylo niemozliwoscia. Wystarczylo pare lyzek i juz nie bylam glodna – ale to nie wystarczalo mojej Babci, ktora marszczyla brwi i krzyczala. Ilez ja wylalam lez…. Z przejedzenia az wymiotowalam, bo nie moglam zjesc tego wszystkiego na raz. Jak bylam starsza to zaprotestowalam – „od tej pory bede jesc na talerzu, a nie w tej misce „studni”! Zadam takiego talerza, jakiego wy, dorosli, uzywacie – czyli nieduzego, w sam raz na kilka lyzek. A zupy – nalewajcie tylko po wrabki, i ani grama wiecej! ” I od tej pory trzymam sie tego – jadam tylko z talerzy, nigdy z misek. A jak czasami na kredensie, podczas odwiedzin rodziny, zobacze moja stara miske „studnie” to do tej pory przechoda mnie dreszcze obrzydzenia…. Toz ta miska jest nawet dla doroslego za duza! Acha – i nigdy nie gotuje tlustych zup. Jak zupa to tylko wywar na jarzynach, a kasze manne omijam z daleka…

Mieć niejadka źle, mieć obżarciucha też źle. Ja mam małego obżarciucha, ale trzymamy się godzin posiłków, ale jak już jest wojna bo mała chce coś „mniam” to wtedy staram się jej dawać zdrowe przekąski. Przy posiłkach je dość dużo, więc też staram się gotować zdrowo. Jak najwięcej warzyw, minimum tłuszczu -tyle ile trzeba by się dobrze rozwijała. Ma niecałe 1,5 roku a czasami potrafi zjeść tyle co ja i do drobnych nie należy. Ale co zrobić. Nie dać jeść głodnemu dziecku?

moja córcia też ładnie jadła mając 1,5 roczku…wcinała zupki, aż jej się uszka trzęsły. Teraz (ma 2latka i 2m-ce) nie chce nic. Ale też wyznaję zasadę – zgłodnieje – przyjdzie powiedzieć „mama am am” czy „mama jeść”. Ostatnio zaczęła pić dużo mleka (nawet 5 razy dziennie) gdy była u babci. Ale szybko zmniejszyłam tą ilość do 2-3, bo w końcu jeszcze trzeba zjeść coś innego.
Ograniczyłam słodycze (co drugi dzień małe ciasteczko), a jak nie chce jeść obiadku – wyjmuję z fotelika i mówię „to nie jedz, idź się sama bawić do pokoju”. Oczywiście ciągnie mnie i męża do pokoju, żeby iść z nią – a my chcemy jeść. Więc powoli uświadamiamy jej, że po jedzonku zabawa. Siada obok nas i dokańcza swoje danie.
Czasem nie ma ochoty na całe danie – wybiera sam makaron z zupy, albo w ogóle je sam ugotowany bez niczego – i to jej obiad. Ale „ciki” (kotleciki) uwielbia. Czasem nawet sama podbiega i zjada nam coś z talerza.
trzeba samemu znaleźć wyjście z sytuacji, ale nic na siłę – wszystko młotkiem – jak to mówi mój tata :P żartuję… mam nadzieję, że niejadki zaczną znowu jeść :)
pozdrawiam

ja mam dwoje dzieci 7 l ,synka i 14 m córeczkę i synek i córeczka co do jedzenia są różni chociaż synek jak był taki mały jak córeczka wszystko jadł teraz już tak nie jest nie chce jesc wszystkiego a w szczególności mięsa i wędlin czasem zje takie cieniutkie kiełbaski ala kabanosiki ale tylko drobiowe kiedyś jeszcze mięsko miksowałam do zupy żeby go oszukac ale niestety blender mi się spalił :(znowu nie muszę go zmuszać do jedzenia nabiału warzyw a nawet pietruszki czosnku czy cebuli a nawet szpinak który dzieci poprostu nie lubią ,oraz lubi kotlety mielone -jak robiłam mu badania to wszystko wyszło dobrze czasem ma swoje widzimisie i np przez kilka dni potrafi wołać na kolacje tylko o chleb z cebulka chodz jest nie jadkiem ma 7 to waży 24kg jak zgłodnieje to sam przychodzi tylko tesciowie weż mu cos daj do jedzenia ja juz poprostu nie mam do nich siły znowu córeczkę od szwagra to napychają jedzeniem dziecko ma 18 m i waży 16kg spasione to najlepsze bo takie pulchne bllle az mi sie nie dobrze robi a jak idziemy do nich na obiad i synek nie chce obiadu zjesc to moja tesciowa oczywiscie wyjmuje słodycze i mówi masz tu wnuczku chociaz to zjedz juz im tyle razy powtarzałam zeby tego nie robili a oni dalej swoje a jak synek np jest głodny i juz jest po ala obiedzie to ona podaje mu albo frytki albo zupki i wiecie jakie -ha gorące kubki bo przeciez on musi cos jesc a potem mamusi brzuszek mnie boli juz tyle razy im mówiłam ze jak on zgłodnieje to sam zawoła a potrafi zjesc nprawde duzo ale tesciowie uazaja ze najlepiej jesc tłusto bo wtedy organizm ma siłe tylko czemu u mnie w domu nikt nie ma problemów np z cholesterolem i wysokim ciśnieniem a oni mają bo jedzą dużo i tłusto!!!! JA UWAŻAM ŻE LEPIEJ ZJEŚC MNIEJ I CHUDO NIŻ TŁUSTO I NIE ZDROWO

Oj, z tymi niejadkami jest różnie. Też stosowałam zasadę „nic na siłę”… do czasu aż mi na jednym z bilansów wyszło że mam dziecko niedożywione.
Zapewniam, że nie ma nic gorszego dla matki niż lekarz sugerujący, że oszczędzasz na jedzeniu dla dziecka. Od tego czasu pilnuję, by jadł przynajmniej te główne posiłki w ciągu dnia.

Są też dzieci wyjątki, mój bratanek np ma 5lat i uwielbia warzywa, świeże owoce, jego ulubiony jogurt to naturalny a jak chce owocowy to je naturalny z kawałkami świeżych owoców, lubi mineralną niegazowaną, coli nie cierpi, napojów gazowanych też… Jak ktoś mu naleje coli, jak to często dzieciom, to on oburzony mówi że ”ja nie będę tego pił!! ja chcę czerwony sok albo wodę”… gdybym go nie znała to bym w to nigdy nie uwierzyła. Do tej pory nie mogę się nadziwić jak brat z bratową tego dokonali… Choć z całego serca im tego gratuluję:)

Mój synek ma 3 latka i jest strasznym niejadkiem, też wychodzę z założenia że jak zgłodnieje to przyjdzie :) Waży sporo, ok 20 kg ale jest szczuplutki a ważą u niego przede wszystkim mięśnie, poza tym wzrost ma 5-6 latka. Jak był młodszy jadł wszystko, teraz sobie wybiera z tego co mu proponuję. Słodyczy w domu nie dostaje WCALE, raz w tygodniu zje coś słodkiego u dziadków. Słodycze ograniczyłam dlatego, że po nich nie jadł w zasadzie NIC, teraz zje 1-2 posiłków na dzień a to już jest coś :)

Będą może jeszcze jakieś przepisy dla niejadków :) ? Bardzo by mi się przydały takie dania dla półtorarocznego czy też dwu letniego szkraba.
Lub jakieś pomysły co zrobić,aby posiłki były atrakcyjniejsze.
Lub dania dla dużych wegetarian :D
A tak przy okazji czy kotlet ma utworzony jakiś prywatny e-mail ?
Chciałam wysłać pewne przepisy lub niekiedy po prostu o coś zapytać ale tak bardziej prywatnie i niestety nie mogę pozdrawiam :)

Ja nawet nie wiedziałam,że jest takie forum dziękuję za linki,taka forma również bardziej mi odpowiada :)