„Kuchnia Neli” w dobre ręce. Zabawa


Zapraszam Was do wspólnej zabawy, tym razem chciałabym komuś podarować rewelacyjną książkę "Kuchnia Neli" Anieli Rubinstein. Pozycja, która się nie starzeje, źródło fantastycznych przepisów, wielu tradycyjnych receptur... i właśnie tradycji będzie dotyczyła nasza zabawa. Zapraszam.

"Kuchnia Neli" to książka, którą pewnie część z Was ma w domu, książka, w której przepisy są najróżniejsze, ale przede wszystkim tradycyjne, które czasem dzisiaj się pomija, a niektóre dania robi na skróty.

Co trzeba zrobić, by wygrać książkę?

Wystarczy, że w komentarzach poniżej napiszecie o najbardziej tradycyjnym daniu dla Was, bez którego nie wyobrażacie sobie kuchni. Babcine pierogi, zupa, która pojawia się jedynie od święta? Napiszcie, jakie danie u Was czy w Waszym rodzinnym domu, a może u kogoś Wam bliskiego, gości. Co jest tradycyjne i pyszne. A może macie z tym daniem jakąś historię?

Mam jeden egzemplarz książki dla Was i postaram się wybrać wypowiedź, która najbardziej mnie poruszy, zdziwi czy zaskoczy. :) Pochwalcie się swoją tradycją! :)

Czas do wtorku do północy, czyli do 7 września. A wyniki w środę wieczorkiem. Życzę Wam miłej zabawy i wspaniałych wspomnień.

Paulina Stępień

kotlet.tv

Dodaj komentarz

Komentarze: 40

Jest taka tradycja, którą w moim domu zapoczątkowała właśnie książka Neli (ja jej nie mam i przeciwko wygraniu jej nic nie mam!!!), moja mama znalazła w niej kiedyś przepis na kulebiaka w cieście serowym, to była nasza miłość od pierwszego kęsa. Tak się zdarzyło, że było to na Wielkanoc, i choć może kapusta i grzyby bardziej się z Wigilią kojarzy, to dla nas kulebiak pozostał daniem Wielkanocnym.

A ja przywolam wspomnienie posilku,ktory trudno by podciągnąc do symbolu tradycji.Cofam sie kilkanascie lat wstecz,zasniezony,pogrązony w 30 stopniowym mrozie ,17pietrowy akademik uniwersytetu im,Szewczenki w Kijowie.Obskorny stoliczek,przykryty slicznym obrusem,nabytym na glownej ulicy handlowej Kijowa.Na tymze stoliczku,na nieco uszkodzonym talerzu najsmaczniejsze wspomnienie studenckich lat.Kiedy w sklepach na polkach zalegal tylko ocet,a solone maslo i marmolada stanowily i tak wykwintne menu,w naszym jadlospisie pojawila sie wystana w kolejkach przez ktorąs z mam konserwa TURYSTYCZNA.Na pysznym ukrainskim chlebie,bo sprawiedliwosc trzeba im oddac-pieczywko mieli doskonale-i jakby tego bylo malo,z pyszna,czerwoną papryką zakupioną na besarabskim-do dzis nie wiem ,skąd taka nazwa-targu.Targu,na ktorym wiekszosci owocow i warzyw nie znalam,ogromnym i kuszącym kolorami i smakami.I ta wlasnie kanapka-z konserwą i papryką,jest dla mnie nie do podrobienia.Juz nie ma tamtego smaku,i nie wygląda tak samo.Zmieniona przez twarde reguly rynku,zeby produkowac taniej a wiecej,a moze z zupelnie innych powodow.Dla mnie ten smak pozostal wyjątkowy,i choc potem pojawialy sie dania i potrawy wykwintne i ciekawe,to jednak pierwsza mysl ,jak pojawia sie przy okazji wspomnien kulinarnych,dotyczy wlasnie tych kanapek,popijanych herbatką w szklankach po musztardzie,bez cukru…

myśląc o tradycyjnym daniu, myślę o rodzinie. o dzieciństwie. i ciężko mi wymienić jedno -to wyjątkowe.
-nie wyobrażam sobie stołu na, którym brak sałatki warzywnej. tego długiego krojenia drobniutko warzyw i pogawędek z Babcią i Dziadkiem.
-nie wyobrażam sobie braku drożdżowego ciasta i wyjadania z niego ukradkiem kruszonki polanej lukrem tak by nie porobić dziur i nikt nie zauważył (a to wielka sztuka !!!). Choć Babcia zawsze widziała te braki, ale z uśmiechem kroiła ciasto i podawała na stół.
– nie wyobrażam sobie braku kompotu ze świeżych truskawek i wyjadania mięciutkich i soczystych owoców łyżeczką prosto ze szklanki
– nie wyobrażam sobie braku śledzia z cebulką, nie jakiegoś wymyślnego- zwykłego śledzika- bo taki zawsze najlepszy
– nie wyobrażam sobie tego by na stole zabrakło ryby po grecku- i chyba to dla mnie jest pewnego rodzaju niezastąpione danie. mimo, iż z Grecją nie ma wspólnego nic. późno komunistyczne boom smakowe – i gdybym tylko mogła, zajadałabym się nią non stop.
pozdrawiam serdecznie;)

jeśli chodzi o tradycję i potrawy z nią związane to w moim przypadku nasuwają mi się na myśl dwie szczególne potrawy, pierwsza to indyk pieczony w całości nafaszerowany wątróbką z jabłkami, moja mama robi go w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, jest to kolacja bardzo podobna jak w Ameryce świętowanie Dnia Dziękczynienia, ale u mnie w rodzinie i wśród znajomych tylko nasza familia przygotowuje taki obiad. Indyk zwykle waży 8-10kg i jest zjadany niemal na jedno posiedzenie, bo chętnych do jedzenia jest 7;) Zawsze najsmaczniejsza jest chrupiąca skórka, tak fajnie spieczona i pachnąca przyprawami mmm :) To danie jest dla mojej rodziny kuchenną tradycją, nie wyobrażamy sobie drugiego dnia świąt bez indyka:)
a co do drugiej potrawy, to jest to bardziej regionalizm niż tradycja, ale z racji że pojawia się u nas na stole dość często i przeważnie w piątki to przeobraziło się w tradycję, mowa o pyrach z gzikiem czyli ziemniakach z twarogiem, jako że jestem z wielkopolski a to danie jest znakiem rozpoznawczym w tym regionie to polecam spróbować tym którzy jeszcze nie mieli okazji, robi się je niezwykle prosto, gotuje się ziemniaki w mundurkach, obiera się i serwuje z twarogiem wymieszanym z jogurtem i/lub mlekiem do tego podaje się również drobno pokrojoną cebulę wcześniej dosć obficie posoloną oraz dodaje się odrobinę oleju lnianego. Danie jest pyszne i z powodzeniem nadaje się na obiad bo jest syte, z racji że moja rodzina jest wierząca, a piątki należą do dni postnych, właśnie najczęściej w piątki jadamy taki obiad, który jak wspomniałam wcześniej stał się dla nas tradycją. Pewnie mamy takich tradycji jeszcze więcej ale te są dla mnie szczególne, bo są smaczne i trudno o nich zapomnieć;)
pozdrawiam

Niemal zadna z potraw z dziecinstwa nie wywoluje we mnie nostalgii. Nie dlatego, ze moja mama zle gotowala, ale dlatego, ze jednak wychowalam sie w czasachh kryzysu i to co pojawialo sie wowczas na stolach nie wzbudza obecnie we mnie zadnego entuzjazmu. Dawno juz przestalam gotowac „po polsku” o ile kiedykolwiek gotowalam, ale po latach przyznac musze, ze jestem niewolnikiem jednej tradycyjnej potrawy – kutii. Kiedy dowiedzialam sie, ze w rodzinie mojego meza sie jej nie przyrzadza to bylam tak zawiedziona, ze postanowilam odtad, ze teraz ja bede stala na strazy tradycji i kutii nigdy na Wigilijnym stole nie zabraknie. Dla odmiany niezmiernie sie ciesze, ze w rodzinie meza karpia sie nie jada. I z tym sie wiaze kolejna tradycja. W tym roku panskim 2010 po raz 11 sporzadzimy ‚rybe polnocnej wyspy”. Przepis pochodzi z ksiazki Biruty Markuzy „Smak tropikow (kuchnie Pacyfiku)”, wydanej 20 lat temu, w czasach, kiedy malo kto w Polsce wiedzial o istnieniu skladnikow z ktorych skladaja sie potrawy zawarte w ksiazce. 10 lat temu juz niektore z nich mozna bylo wykonac, inne do dzisiaj pozostaja w sferze marzen. Obecnie nie wyobraam sobie Wigilii bez kutii i bez ryby polocnej wyspy. Dla wyjasnienia dodam, ze jest to wyspa na Oceanie Indyjskim w Archipelagu Seszeli. Tak wiec mamy odrobine tropikow w srodku zimy. Tradycja spotyka sie z nowoczesnoscia, bo ryba jest, a ze w troche mniej tradycyjnym wydaniu…

Pamiętacie lata 80-te, kiedy ze słodyczy w sklepach nie było nic??? Może to i zdrowiej dla naszych zębów, ale jakoś smutno. Moja mama robiła wtedy tak zwane makaroniki z płatków owsianych. Uwielbiałam te słodkie, kakaowe kuleczki. Mama roztapiała masło z mlekiem, cukrem i kakao i w taki ciepły roztwór wrzucała płatki owsiane. Ja teraz nie roztapiam – mieszam wszystko z miękkim masłem i też wychodzą pyszne i szybko znikają ze stołu. To taka nasza rodzinna tradycja, która przeszła z mamy na mnie. Teraz to ja robię kulki i zanoszę mamie, która nie ma czasu na kulanie kulek :) i pomyśleć, że oboje moi rodzice to wykształceni cukiernicy, a zmuszeni byli w tamtych czasach do takich eksperymentów i, w gruncie rzeczy, prostych przepisów.

Tradycyjną potrawą w mojej rodzinie jest przede wszystkim karp w śmietanie, podany z cebulką. Takie danie zawsze serwuje babcia na święta Bożego Narodzenia. Jest ono niezwykle wyjątkowe, gdyż mam możliwość zjedzenia go jedynie raz w roku, dzięki czemu nie nudzi się i zawsze ze smakiem sięgam po kolejny kęs.

a u mnie z pewnością tradycyjnym daniem są proziaki:) to takie placki z mąki, kwaśnego mleka i prozy (czyli sody oczyszczonej), moja mama do dziś wypieka je na rozgrzanej płycie pieca kaflowego, w którym palimy drewnem, zapach jest niesamowity i najlepsze są ze świeżym, wiejskim białym serem wymieszanym ze śmietaną lub po prostu ze szklanką mleka, uwielbiam jak lekko się przypalą i maja taką fajną skórkę
drugie tradycyjne danie to pieczone pierogi – przepisu dokładnego nie znam, ale wiem, że specjalnie przygotowane ciasto wykrawa się dużym, półlitrowym garnuszkiem i normalnie daje się farsz jak na ruskie pierogi i się zlepia, smaruje po wierzchu jajkiem i piecze w blaszce w piekarniku, mama zawsze w dużej patelni roztapia masło, stawia na deseczkę na środek stołu, obok wielka micha z pierogami i tak wszyscy jemy te pierogi maczając je w tym masełku:) ja po dwóch mam dość:) śmiesznie jest, kiedy pierogi się już upieką i każdy rozdziera je na pół, żeby szybciej przestygły i można było je zjeść (jemy rękami hhihi)
jeszcze mi się przypomniało: juszka, czyli kompot z suszu, u mnie to głównie jabłka z naszego sadu suszone w sezonie na balkonie, kompot jest gęsty i pyszny, nikt nie umie zrobić takiego jak moja mama:)

Wielką tradycją w moim domu jest zupa…. śledziowa. Przygotowywana jest zawsze na Wigilię i dni postne. Uwielbiam ją. Jest kwaskowata, a dodatek cebuli sprawia, że jest też pikantna i ma „charakterek” :). Znam ją od najmłodszych lat, najpierw robiła ją moja prababcia, nadal robi babcia i mama. Nie znam nikogo, kto by jej nie lubił, choć wiele osób jej nie zna. Wymieniając to danie spośród wigilijnych przysmaków wszyscy na słowo „zupa śledziowa” robią wielkie oczy i nie wiedzą co to jest. Robi się ją ze słodkiej śmietany, cebuli, przypraw no i oczywiście solonych śledzi. Następnie zupę się chłodzi, a podaje z gorącymi ziemniakami. Kojarzy mi się ona z ciepłą, rodzinną atmosferą i moim dzieciństwem.

Niedziela…

Niedziela bez rosołu
Jest jak kuchnia bez stołu.
W naszym domu zawsze w niedzielę być musi
I wszystkich sąsiadów aromatem kusi.

Moja Mama przepyszną zupę gotuje,
Wszystkim domownikom i gościom smakuje.
Nie wyborażam sobie bez rosołu niedzieli,
to po nim wszyscy są tacy weseli!

Zwykle zrobiony z mięska drobiowego,
Z makaronikiem wyrobu domowego.
Gdy lekko na gazie pyrka zupka,
Cebulka się opala, wrzuca się ją z kubka.

Warzywa w rosole utopione świeże:
Pietruszka, seler, dwie marchwie jak wieże.
Pieprzu ciuteńka, troszeczkę soli
Lub trochę więcej, jeśli ktoś woli.

Makaron w rosole najlepiej domowy,
Bo nie chemiczny, więc bardziej zdrowy!
Trochę mąki, wody, jajeczka,
Zrobienie proste jest jak bajeczka!

Gdy rosół na stole stoi gotowy,
W ogromnej wazie, prawie jak nowej,
Talerze z makaronem wokół rozkładamy
I wszyscy wokół stołu siadamy.

Życząc smacznego sobie nawzajem…
Oj, niewątpliwie każdy się naje.
Bo to tradycja nasza rodzinna.
Niedziela bez niego byłaby inna..

Rodzinę łączy wspólne jadanie,
A rosół to nasze rodzinne danie!
Bez niego byłoby jakoś smuteńko,
Bo nasz rosołek to samo cudeńko!

Nasz mały skarbek skrzętnie skrywany,
Czasem przepisik na niego zdradzany,
Jak dzisiaj tutaj Wam napisałam,
Wiedzą, którą od od Mamy dostałam :)

ja sobie nie wyobrażam świąt bez ryby po grecku. ale niestety smakuje mi tylko rybcia od mojej mamy. próbowałam wielu różnych rybek robionych przez inne osoby, no i były okej, ale tylko okej. najdziwniejsze jest to, że u mnie zawsze wszystko robiło się na ostatnią chwilę, nie było tygodniowych przedświątecznych porządków, wielkich przedświątecznych zakupów ani wielogodzinnego przygotowywania potraw, tylko wszystko tak na chybcika, no i ryba miała pecha [a może szczęście?;] i była ostatnia, robiona koło godziny 1 w nocy z 23 na 24 grudnia, a mimo wszystko zawsze była i jest przepyszna :D

U mnie w domu takim tradycyjnym daniem jest ZUPA GRZYBOWA, którą gotuje MOJA BABCIA ZOSIA na kolację wigilijną:) Moja Mama próbowała kilka razy ugotować podobną, ale nawet w połowie jej nie wychodzi. Babcia robi tę zupę z suszonych grzybków, obowiązkowo ze sporym dodatkiem prawdziwków, marchewki, zabiela śmietaną, posypana natką pietruszki… a ten aromat, zapach, smak… nie do opisania…:)))
Wspomnienie mojego dzieciństwa…:)
Moja Babcia w ogóle to potrafi wyśmienicie gotować, przygotowuje moje ulubione PIEROGI Z SEREM, FILETY Z PIERSI KURCZAKA W GALARECIE, BIGOS, BARSZCZYK CZERWONY, GOŁĄBKI. Teraz już nie piecze, ale jak miałam kilka latek, w ogromniastej misie zarabiała ciasto drożdżowe na chleb, a potem piekła w sabatniku:) A jakieś 10 lat temu robiłyśmy wspólnie pączki…:) ojj to były piękne, wspaniałe czasy…:)

U mnie najlepsza tradycja… jak mama narobi mielonych i mamy obiad na 3 dni ;-)

Trudno tak wybrać jedną potrawę ale myślę że należy do nich bigos, rosół i rolady wołowe podawane raz do roku z żurawiną w Boże Narodzenie. Bigos obowiązkowo gotowany minimum 3 dni, rosół z domowym makaronem a rolady eh te rolady ja każdy kawałek ciasta oddam za rolady ;). Chciałam też zwrócić uwagę na to że całkiem inaczej smakuje i bigos, rolady i rosół gotowany na piecu kaflowym który stoi w kuchni moich rodziców. Nie tylko jest ważna jest jakość składników ale w jaki sposób i na czym się gotuje no i serce które sie wkłada. A po za tym wszystkim to jednak najważniejsi są ludzie zasiadający do stołu do posiłku.

W moim domu rodzinnym raz do roku na Wigilię robi się LENIUCHY – czyli postne gołąbki z ziemniaków i kaszy gryczanej, zawijane w liście kiszonej kapusty. Podawane są na gorąco, odsmażane na patelni na oleju rzepakowym, polewane tymże olejem i smażoną cebulką. Pyszne!! Mimo tak prostych składników, są nieodzownym elementem świąt Bożego Narodzenia i są jedzone przez cały okres świąteczny. Jest to danie tradycyjne dla mieszkańców niektórych części Zamojszczyzny. Można do nadzienia ziemniaczano-gryczanego dodać pokrojone grzybki suszone lub cebulkę.
Z kolei na Wielkanoc robimy barszcz świąteczny, przezroczysty, zalewamy nim pokrojone w miseczce – kawałki sera białego suszonego pod kamieniem, jajko święcone, różne rodzaje wędlin (pieczone, wędzone, gotowane, szynki, boczek itp.) oraz obowiązkowo chrzan, ale nie taki ze słoiczka, tylko z korzenia tarty prosto do barszczu.
Są to potrawy, które jemy raz w roku. Wyjątkowo przez to smakują i kojarzą się zawsze ze świętami. I pewnie dlatego tak się na nie zawsze czeka.
Pozdrawiam

moją rodzinną tradycją jest zupa owocowa. Gdy jest tylko sezon na owoce od razu babcia bierze się do roboty i robi jej bardzo dużo. Tylko ona potrafi tak dobrze ją zrobić nikt inny na świecie. Zupa owocowa to również nieodłączne danie na wigilii.

Jako poznanianka, od dzieciństwa szczególnie w piątki zajadalam razem z rodzinką ‚pyry z gzikiem’:) Najwspanialszym jednak dankiem, byly dla mnie jajka faszerowane, ktore nie wiedziec czemu. byly u nas baaardzo rzadko. Jak wiedzialam, ze beda na obiad, to od rana prawie glodowalam, zeby jak najwiecej zmiescic…:) Najlepszy byl moment, kiedy bylam jeszcze mala i mama podala mi jakja faszerowane po raz pierwszy. Moja mama robi jajka nadziewając połowki skorupek jajek pysznym farszem i następnie je smażac. Gdy dostalam na talerzu jajka, ktore mama polozyla „farszem do spodu talerza” (czyli widzialam z gory polowki skorupek), przerazona wstalam od stolu i pobieglam do taty z placzem: „tatoooooooo, mama nie chce dać mi obiadu tylko daje mi skoruuupkiiiiii!!!” :):) I potem mieli ze mnie niezly ubaw:)

Tradycja ? Mi tradycji w dzieciństwie brakowało nie było odświętnego obiadu w niedzielę czy wigilia z pełną rodziną nie było dania na specjalną okazję i w swoim nowym dorosłym życiu sama ustalam Moje pierwsze tradycję szczególnie dla dzieci by czuły ciepło domu jak i dla siebie bo zawsze marzyłam o szczęśliwej pełnej rodzinie o dzieciach odchodzących z domu pamiętających smak i sapach wspólnych odświętnych kolacji w moim domu co piątek zagościć musi ryba a św nie obędą się bez barszczu jak i karpia no i oczywiście makowiec i pierożki a co niedziele rosołek i mięsko z piekarnika rozwijać będę nasze tradycyjne dania

Pada śnieg…

„Kiedy juz siwy i stary rok
gubi na drzewach szron,
kiedy juz w sobie masz
zapachy z wielkiej skrzyni świąt.
W wannie juz pływa świąteczny karp,
balkon się zmienia w las,
tata cos chowa gdyż
spotkanie z Mikołajem miał.”

Właśnie wtedy rozpoczynają się w moim domu wielkie przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Naszą rodzinną tradycją jest przygotowywanie „Śnieżynki”, wcześniej zwanej po prostu „Białaskiem”. Odkąd pamiętam na stole wigilijnym w moim domu zawsze gościło białe ciasto przygotowywane przez moją babcię. Był to biszkopt pokryty ubitą na sztywno pianą z białek. Z czasem jednak receptura kremu zmieniała się, Przez ostatnie lata do przełożenia ciasta używamy w domu kremu karpatkowego.

„Pada śnieg, puszysty śnieg.
Lubię patrzeć gdy tak cicho spływa w dół.
Pada śnieg, jak w białym śnie.
Mamo spójrz na świat, jak z bajki cały jest… ”

Tradycja ma to do siebie, że przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Po śmierci mojej babci, ciasto przygotowywane jest przez moją mamę. Jednak jego wykonanie ponownie troszkę się zmieniło. Postanowiłyśmy z mama udoskonalić wygląd ciasta, używając do tego wiórków kokosowych, które przypominają nam padający śnieg. Od tego czasu nasze rodzinne ciasto nazywane jest „Śnieżynką”. Mam nadzieję, że jeszcze nie jeden raz ciasto to zagości na moim stole wigilijnym.

Przepis:

Biszkopt

Składniki:
• 6 jajek
• 6 łyżek wody
• 1,5 szklanki mąki
• 0,75 szklanki cukru
• 3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
• Duże opakowanie cukru waniliowego

Sposób przygotowania:
Oddzielamy białka od żółtek. Do miski wrzucamy białka, a do drugiego żółtka. Do naczynia z białkami dodajemy 6 łyżek wody (przegotowanej, ale zimnej). Do tego dosypujemy cukier waniliowy i wszystkie składniki ubijamy trzepaczką na w miarę sztywną masę. Po ubiciu dodajemy cukier. Następnie ubijamy wszystko na bardzo sztywno, tak aby zawartość nie wypadła z miski. Do tego dodajemy żółtka i ubijamy trzepaczką. Do drugiego naczynia przesiewamy mąkę i dodajemy do niej proszek do pieczenia. Łączymy przesianą mąkę (z proszkiem) z wcześniej przygotowaną masą. Mieszamy delikatnie ręką. Wylewamy na blachę wyłożoną pergaminem. Następnie pieczemy przez ok. 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 180oC.
Krem

Składniki:
• 2 kostki „Kasi”
• 2 szklanki cukru
• 2 x Budyń śmietankowy lub waniliowy na 0,75l mleka (każdy)
• 1l mleka
• Aromat śmietankowy

Przygotowanie:
Budyń gotujemy bez cukru w mniejszej niż podana na opakowaniu ilości mleka. Masa budyniu szybko staje się gęsta więc trzeba mieszać cały czas aby się nie przypaliło. .
Następnie gotowy deser wlewamy do miski i studzimy. Z zimnego budyniu zdejmujemy kożuch. W misce ucieramy mikserem Kasię. Stopniowo dodajemy cukier i po łyżce budyń. Następnie dolewamy 0,5 fiolki aromatu. Dokładnie łączymy składniki kremu.
Równie bardzo dobry krem otrzymujemy używając gotowego kremu karpatkowego np. Dr. Oetker’a. Przygotowujemy go wg przepisu podanego na opakowaniu.

Dodatkowo:
• 1,5 opakowania wiórków kokosowych
• Łyżeczka masła
• Cukier puder
• Aromat śmietankowy

Po wystudzeniu ciasta, kroimy je poziomo na trzy równe części. Każdą z nich nasączamy wodą z cytryną. Wszystkie części przekładamy kremem. Wierzchnią warstwę i boki ciasta pokrywamy cieńszą warstwą kremu. Przygotowujemy wiórki kokosowe do posypania. Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę masła. Dodajemy 1,5 opakowania wiórków kokosowych, 1,5 łyżeczki cukru pudru i pół fiolki aromatu śmietankowego. Wszystko mieszamy i podsmażamy ok. 2 minut, uważając żeby się nie przypaliło. Pozostawiamy do ostygnięcia. Po ostudzeniu obsypujemy wiórkami wierzch i boki ciasta. Następnie wstawiamy do lodówki na ok. 3 h.

SMACZNEGO!

ja nie wyobrażam sobie niedzielnego obiadu bez rosołu i klusek.Najlepszy rosół robiął moja babcia i to ona mnie go nauczyła-marchewka, pietruszka, podroby-pychota.Dziś mój mąż nie wyobraża sobie,że mogłoby go zabraknąć na stole.Kluski z kolei najlepsze robi moja mama -puszyste az rozpływają się w ustach.Moja córeczka , która ma 2 latka mówi mama daj kule i je aż jej się uszy trzesąTo moje dwa sprawdzone dania, które smakują kademu

Wiele tradycji i tradycyjnych dań wyniosłam z domu, i nie tylko…Kiedy opuszczałam dom i szłam na swoje nowe mieszkanie zabrałam zeszyt z przepisami babci, który jest nie tylko przepełniony przepisami ale również magią i geniuszem gotowania. Dzięki niemu wiem jak odnaleźć smak dzieciństwa, pierogi ruskie i drożdżowe ciasto z wiśniami. Pierogi przypominają mi piątkowe wieczór kiedy wracałam z internatu do domu po całym tygodniu a na stole już czekał na mnie talerz z parującymi pierogami, siła i magia tego dania wynagradzała mi tygodniową tęsknotę za domem. Ciasto z wiśniami kojarzy mi się z babcią, zawsze miała dla mnie świeże i pachnące, które dodawało energii i uśmiechu. Było tak miękkie i delikatne, że każdy kęs był orgazmem duszy…Może to popularne a nawet pospolite dania, ale wiążą się z dzieciństwem i osobami, które kocham.

U mnie w domu taka tradycyjna potrawą jest przedewszystkim zupa szczawiowa na zimno to przepis mojej babci zupa ta jest na bazie zsiadłego mleka ja często robie ja poprostu z maślanki jogurtu itd.. do ugotowanego szczawiu daje maślanke lub zsiadłe mleko do tego duzo szczypiorku, kopru, soli i podaje z jajkiem na twardo do tego mozna podac ugotowane ziemniaki zupka poprostu rewelacja w sezonie króluje u nas bardzo bardzo często. Drugą potrawą są wigilijne ałatki to także przepis mojej babci pochodzi ona z białorusi są to drożdzowe placuszki przekładane w misce masą makową z bakaliami i miodem i tak warstwami. Jest zawsze zjadana jako pierwsza w wigilie. Próbowałam robic ałatki w jakiś zwykły dzień ale nie smakowały tak jak w wigilie chyba to porostu magia świat :):)

No nie… ale zrobiliście mi smaczka!
Tak dano nie byłam u babci, a ona gotuje tak wspaniale!
Ma wiele swoich sprawdzonych potraw, bez których nie wyobrażam sobie życia. Mogłabym wymieniać i wymieniać: biały żurek z kiełbaską, kaszanka, barszcz z uszkami, kurczak nadziewany, szarlotka, naleśniki z kapustą i grzybami, bigos… Potrawy wydają się zwyczajne… do czasu gdy ktoś ich spróbuje. To nie są zwykłe potrawy. Babcia wkłada w ich przygotowania całe swoje serce, a to sprawia, że smakują wyśmienicie!

Nie wyobrażam sobie pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia bez odsmażanych pierogów z kapustą i grzybami :))

Jako dziecko czasem mnie dziwił fakt, że pierogi, które zostawały z Wigilii znikały na drugi dzień bez śladu…okazało się, że moja Mama wcześnie rano odsmażała sobie te pierożki na śniadanko (!), zanim reszta rodziny wstawała… Raz udało mi się przyłapać Mamę na porannym wcinaniu pierożków odsmażanych ma maśle…i od tamtej pory w pierwszy dzień świąt wstaję baaardzo wcześnie ;)

Teraz sama przygotowuję Święta…i lepię na Wigilię nieprzyzwoicie dużo pierogów :))
pozdrawiam serdecznie

Pochodzę z typowej śląskiej rodziny. Co niedziele mamy prawie taki sam obiad. wiem, wiem może wydaje się to dziwne i myślicie sobie czy mi się to nie zbrzydło. Ale napisałam Prawie taki sam. Więc zawsze mamy rosół z makaronem. nie wyobrażam sobie w niedziele np. zupy pomidorowej. Kluski także są zawsze. Może tylko 2 raz na rok kartofle. Do tego jeszcze jest jakieś mięso często kurczak lub rolada wołowa albo drobiowa(ja wole drobiową). No i do tego sos i kapusta moja najulubieńsza to modro. I właśnie ten tradycyjny niedzielny obiad jest dla mnie naprawdę ważny:)

Danie które stało się Naszą tradycją?
To na pewno zraziki zawijane z boczkiem i korniszonkiem, spinane wykałaczką.
Zapoczątkowane przez Prababcię Ludkę.
Były największym smakołykiem na każdych jej imieninach. A jeszcze później na imieninach jej córki (Mojej babci Jasi), tuż po wojnie gdzie bardzo trudno było o jakiekolwiek mięso wołowe, Prababcia uruchamiała swoje wszelkie kontakty, aby tylko je zdobyć. I podobno (odkąd Moja Babcia pamiętała) zdobywała je, a potem.. cała rodzina nie mogła się nadziwić jaka to z tej Ludki obrotna dziewczyna:)
Niestety nie miałam okazji spróbować ich w wykonaniu Mojej Prababci, ale przekazała ona przepis Babci Jasi. Jedyne co zapadło mi w pamięć to to, że były to najsmaczniejsze zraziki jakie kiedykolwiek jadłam. I zawsze pomimo wielu atrakcji z jakimi wiązały się imieniny najlepszym są oczywiście one!
Są nie tylko miłym wspomnieniem Prababci i Mojej Babci ale również ich niesamowitej kuchni, pełnej tradycji i doskonałego smaku.

Pozdrawiam serdecznie,
Olcik

Zamykam oczy i czuje smak i zapach ciepłych podpłomyków wypiekanych na piecu przez babcie Helenę. Ciepłe grube placki były rarytasem z dodatkiem szklanki mleka prosto od krowy. Mniam. Piec stoi. Krowa stoi. Więc i podpłomyki do dziś królują u babci na stole. Proste, tanie, smaczne i tradycyjne.

Moi przodkowie pochodzą z Podlasia.Tam się jada skromnie,ale smacznie.Najwspanialszą potrawą.bez której moje menu byłoby nudne i puste jest baba ziemniaczana.Prosta i pyszna.Przepis przekazywany w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie.Taka gorąa -prosto z pieca polana grzybowym sosem to po prostu niebo w gębie.!

Najbardziej tradycyjną potrawą były dania związane ze świętami Bożego Narodzenia Solone śledzie kupowane z wielkich beczek Wystane w ogromnych kolejkach Potem je trzeba było moczyć w wodzie a i tak były słone Było to danie główne na wigilijnym stole ŚLEDZ Z CEBULĄ W OLEJU a do tego ziemniaki w gotowane w mundurkach To znaczy ze skórka PYCHA i oczywiście kompot z suszu owocowego A susz przygotowany przez mamę z owoców naszego ogrodu A rarytasem najbardziej oczekiwanym były POMARAŃCZE które pojawiały się tylko na święta Ten cudowny ich zapach i nie zapomniany smak Na samą myśl ślinka cieknie Takie Tradycyjne potrawy utkwiły mi najbardziej w pamięci

Ja oczywiście bez kotleta schabowego, ziemniaczków i sałatki nie wyobrażam sobie niedzielnego obiadu, wtedy kied cała rodzina ma czas by razem zjeść.

U mnie tradycja to gdy nadchodzi Tłusty Czwartek – przepis na PĄCZKI podawany z pokolenia na pokolenie moja pra bacia podała go mojej babci -ona potem mojej mamie i aż przepis na stałe zagościł u mnie w domu na pewno ja przekaże go swoim dzieciom.ZAWSZE PĄCZKI ZNIKAJĄ W ZASTRASZAJĄCYM TEMPIE -mają w sobie sto razy wiecej marmolady lub powideł niż te kupowane nie zapomne do dziś jak mój tatuś św pamieci powiedział że te pączki są tak pyszne jak by te które jadał w dzieciństwie a muszę jeszcze dodać że moja babcia robiła te pączki na zamówienie do piekarni -ja osobiscie gdy kiedyś pracowałam w sklepie przyniosłam mój wyrób do pracy aby poczęstować i akurat przyjechał dostawca z pączkami -jak spróbował to powiedział ze nigdy w życiu nie jadł tak dobrych naładowanych powidłami pączków -oj ja już niemoge sie doczekać kolejnych TŁUSTYCH CZWARTKÓW

dla mnie Święta Bożego Narodzenia bez karpia (smażonego lub w galarecie) to nie święta, tym bardziej że u mnie w domu tę rybę jadamy tylko w tym czasie. a na dodatek ja karpia uwielbiam i zawsze z niecierpliwością na niego czekam. no i oczywiście nieśmiertelny kotlet schabowy mojej mamy, że tak powiem „to jest to co tygryski lubią najbardziej” :).

A ja nie potrafię się obejść bez czerwonego barszczyku. I chociaż ta zupa kojarzy się z wigilią – ja nie rozstaję się z nią przez cały rok. Niesie z sobą wspomnienie świąt nawet w środku lata i rozgrzewa podczas największych mrozów – zatem jest dobra na wszystkie okazje!

Własnie uswiadomilam sobie, ze tradycyjne przysmaki sa zazwyczaj niesamowicie proste, a jednoczesnie wrecz genialne w swojej prostocie.
Moje kulinarne horyzonty bardzo sie poszerzyły odkad wyszlam za maz, jednak zawsze z nostalgia spominam to, co jadalo sie w moim rodzinnym domu.
Kiedy wyszlam za maz, zaczelam spisywac przepisy z rodzinnego.
Zauwazylam, ze kiedy gotuje te „wiekowe” dania, czesto sie usmiecham…
To dlatego, ze przywołuja wiele wspomnien, dzialaja, jak sesja u psychoterapeuty :))))

Prażuchy ze skwarkami i kwaśnym mlekiem…
Widze moja niezyjaca juz Babcie, jak pochylona nad parującym, żeliwnym kociołkiem z pasją „młóci” ziemniaki z mąką duza, drewnianą pałką .
A ja, mała dziewczyneczka z kokardami na długich warkoczach, trzymam ten gar przez ścierke i nie moge sie doczekac ziemniaczanych kluseczek…

Raz na tydzien, moze dwa pieke chleb. Lubie wkladac dlonie w ciepla mieszanine maki i wody.
Lubie ten lekko kwasny zapach zaczynu. Kiedy wypelnia dom, przypominam sobie pieczenie chleba u Babci na wsi. Okrągłe bochny wyciagane z pieca drewniana łopata. Ostrzezenia Babci, zeby nie jesc cieplego i w koncu wielka pajda swiezutkiego chleba posmarowanego smietana (tak, tak – smietane mozna bylo kiedys rozsmarowywac na chlebie, jak masło) i posypanego cukrem. Niebo!

„Kosmate kluski” mojej Mamy, z tartych, surowych ziemniakow… Nauczyla sie je robic od swojej mamy. Brzydkie, szare i poszarpane – jak grudki błota.
Gdybym miala zaufac tylko swojemu wzrokowi, nie wziela bym ich do ust. A przeciez smakuja nieziemsko :)

I jeszcze rydze w masełku. Slina napływa mi do ust, kiedy tylko o nich pomysle :)
Nieodlaczny element kazdej wigilijnej Wieczerzy w moim rodzinnym domu.
Zbierane jesienią trzeba podsmazyc na patelni, wlozyc do słoiczka i zalać roztopionym masłem. A podczas Wieczerzy sa najlepszym towarzystwem do dobrze uprażonej kaszy perłowej. Chyba nie musze pisac, o euforii kubkow smakowych ;)

Taką tradycyjną częścią Domu są dla mnie…najprostsze kruche ciasteczka. Miałam to szczęście, że jako dziecko poznałam moją Prababkę i jej siostrę. Obydwie mieszkały na drugim końcu Polski, więc – siłą rzeczy – widywałam je dość rzadko.
Prababcia mieszkała w Szczecinie, pamiętam kuchnię w której „panowała” ( w pełnym tego słowa znaczeniu), wiszące na ścianie równym rządkiem talerze, haftowaną makatkę z napisem Gruss Gott i …starą puszkę (z napisem Zucker gotycką czcionką), w której przechowywała swoje kruche ciasteczka. Podawał je zwykle do kawy, ale kiedy ja przyjeżdżałam to obywało się i bez kawy.
Siostra mojej Prababki mieszkała w Wielkopolsce, w starej kamienicy. Wciąż mam przed oczami obraz bardzo wysokiego pokoju i ogromnego drewnianego kredensu. Właśnie tam „Ciocia” przechowywała prodiż, a w nim…moje ukochane ciasteczka.
Kiedy byłam nastolatką zarowno Prababcia, jak i jej siostra już nie zyły. Udało mi się otrzymać notes z przepisami jednej z nich. Każdy wypisany na odrębnej karteczce, niezwykle starannym charakterem pisma. Wiele razy i na różne okazje piekłam te same ciasteczka wpominając swoje dzieciństwo.
Kilka dni temu w deszczowe popołudnie przygotowywałam te ciasteczka razem z moją kilkuletnią Córką. Wycinałyśmy z ciasta zwierzątka, gwiazdki i serduszka, a w międzyczasie opowiadałam jej, że kiedyś robiła je dla mnie Prababcia i jej Siostra. . Wreszcie przyszedł moment kiedy można było spróbować jeszcze ciepłych, upieczonych ciasteczek. Gryząc ciasteczka uświadomiłam sobie, że przygotowując je , kontynuuję tradycję.Kiedyś przekażę mojej Córce przepis Prababki i mam nadzieję, że kiedyś Ona też opowie swoim dzieciom o kruchych ciasteczkach i nauczy je ich pieczenia.
A póki co – schowałam ciasteczka do puszki (tak jak Prababcia) :-)

Kruche ciasto mojej mamy z powidłami śliwkowymi z rodzynkami i migdałami z polewą czekoladową – WIelkanoc
Nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez barszczu z uszkami, które tradycyjnie muszę zrobić własnymi rękami, chociaż im byłam starsza tym ciężej było robić te mikroskopijne uszeczka …. i tak uszka rosły razem ze mną:D
Pierogi ruskie z majerankiem – uwielbiam, kocham i ubóstwiam :)
A z dzieciństwa robione przez moją BABUNIĘ drożdżowe kluchy na parze (najlepsze na świecie) z pysznie wypieczonym chrupiącym kurczaczkiem i najlepszym sosem na świecie do tego borówka z gruszką ;) Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam takie pyszności. Nawet nie próbuję robić tego zestawu bo i tak nie wyjdzie mi takie jak Babuni, a chcę zapamiętać na zawsze ten smak a nie zabijać go jakimiś podróbkami :D
Ja tak mogę jeszcze wymieniać, ale chyba już zakończę :D
Lepiej pójdę i zrobię sobie coś do jedzenia, a jak wrócę z wyprawy do Lublina to zabieram się za lepienie pierogów :D

My lubimy jeść Pieczonki jak się spotkamy w gronie rodzinnym lub przyjaciół.
Przepis na pieczonki
Składniki:
Ziemniaki 3 kg
Cebula -3 sztuki średnie
Burak-1 sztuka
Marchewki-2 sztuki
Kiełbasa-0,5 kg
Boczek-kilka plasterków
sól
pieprz
smalec-2 łyżki
Niektórych składników może być więcej(ziemniaki,kiełbasa,cebula)zależy jaki kto ma garnek i ile da rady zjeść:)

Sposób przygotowania:
Na spodzie kociołka/garnka położyć plasterki boczku,następnie warstwami układać na zamianę ziemniaki z warzywami i kiełbasą aż do wyczerpania składników.Każdą warstwę przyprawić solą i pieprzem.Na wierzchu ułożyć trzy łyżki smalcu.Bez obaw nie będzie tłuste ,chodzi by ziemniaki nie przywarły do garnka.Rozstawiamy na rozpalonym palenisku i na małym ognisku pieczemy pieczonki przez 45 minut.Sprawdzamy czy są miękkie,jak twarde to stawiamy na ognisko na parę minut i jemy.Do pieczonek idealnie pasuje maślanka.
[img]http://kotlet.tv/wp-content/uploads/2010/09/pieczonki.JPG[/img]

Tradycyjną potrawą w naszym domu jest czysty czerwony barszcz. Raz do roku serwowany odświętnie z maleńkimi uszkami, pojawia się także podczas innych uroczystości. Wtedy zjawia się na stole w towarzystwie krokietów. Gotowany jest według receptury Babci Ewy, która dodawała do niego zawartość jednej z marynat ze swojej spiżarni, dzięki czemu zyskiwał oryginalny i niepowtarzalny smak. Jaką? Ocet z marynowanych śliwek! Tak, tak – dobrze czytacie. Teraz gotują go zawsze razem moi Rodzice – Tato obiera i kroi stos buraków oraz włoszczyzny, a Mama doprawia i miesza. Standardowo podczas konsumpcji Tato plami jedną z 3 rzeczy: krawat, koszulę lub biały obrus. I tak jest od lat – a im bardziej się stara w danym roku, tym efekt jest bardziej mizerny :) :) :)

W starym kredensie brzęczy porcelanowa zastawa,
Kubek ucha ciekawie nadstawia.
Ja jestem najważniejsza powiedziała waza,
To we mnie zupa na stoły chadza…
Chyba kpisz wazo pękata,
Każdy wie – sosjerka ze smakiem się brata…
A ja! odpowiedziała krzycząc filiżanka
Smaczna herbata to moja koleżanka!
Wytoczył się na środek głęboki talerz,
I swoim głosem powiedział – Ależ!
Tradycja i przyzwyczajenie powodują niezmiennie,
Iż to ja jestem używany codziennie!
We mnie się rozlewał smak rosołu ,
Gdy cała rodzina zasiadała do stołu!
Rosół wtedy był inny niż teraz,
Babcia wspomina go nawet nie raz!
To było cały rytuał rosołu gotowania,
Pamiętam to ja i stara pralka Frania.
Dziadek kurom długo się przyglądał,
Która odpowiednia, każdą oglądał.
Gdy wybrał, po podwórzu całym gonił,
Na śmiechy z babcią czasu nie trwonił,
Ona ze ścierką się śmieje w progu,
– Michale, mogłeś ich nałapać więcej za młodu!
Babcia kuraka szybko przejmowała,
I do nagości go rozbierała,
Później było skrobanie jarzyny i dodawanie ziela,
Taka to była każda niedziela.
Lecz nie ma już Michała, nie ma już rosołu,
Babcia sama, smutna zasiada do stołu,
smaku tej zupy złotej ja już także zapominam,
lecz co święta wspaniale sobie przypominam.
Gdy zjeżdża rodzina, na podwórzu gwarno,
Choć mróz siarczysty, wokół jest parno.
Wnuczek goni kuraka, jak na młodzieniaszka przystało,
Długo go to jeszcze nigdy nie zabawiało.
Dzieci na rosół czekają niecierpliwie, słuchając opowieści,
A ogień delikatnie i powoli garnek z zupą pieści,
By rosół był klarowny, smaku królewskiego,
Babcia dodała jak zwykle garść ziół do niego,
Niczym dobra wróżka różdżką zamieszała,
Poczuła się znowu, jakby z dziadkiem mieszkała.
Każdy ręce wyciąga po talerz ze swojskim makaronem,
Zaleją go rosołem, a nie z kostki bulionem.
Babci na ten aromat łza z oka płynie,
Czas wspomnień tego smaku nigdy nie minie.
Tradycyjnych potraw każdy ma wiele,
Lecz rosół… on gościł na stole w każdą niedziele.
Dzisiaj już nie ma gonitwy za kurami,
Żywimy się mrożonymi „ochłapami”…

Tu zamilkł talerz na sekund pare,
Ja się babci nie dziwie wcale,
Zasiąść do stołu także bym chciał z dziadkiem,
I posilić się prawdziwym, tradycyjnym obiadkiem.

Rosół w niedzielę z „sobie robionymi”, prawdziwymi kluseczkami….bo pachnie nawet teraz dzieciństwem;)