taaa, dzieciństwo... trochę dawno to było, ale chyba najbardziej brakuje mi pewnej wykwintnej potrawy - bradkartofle i kwaśnica z beczki

Dla niewtajemniczonych, to po prostu odpieczone ziemniaki i sok z kapusty kiszonej... Moja przyszywana ciocia to robiła i było pyszne...a takie proste; no, jeszcze pamiętam wyprawę z koleżanką do sklepu z bańką po, właśnie, kapustę kiszoną - zanim doszłyśmy do domu, bańka była pusta... no i wyprawy do pani, u której kupowało się żurek - jedna z koleżanek nawet piła na surowo (brrrr).
Poza tym sos jagodowy do klusek na parze - przedszkolny, do tej pory nie potrafię go zrobić

Czekolada w proszku - nie kakao!- to, co teraz czasami się pojawia w sklepach, to jakieś obrzydlistwo jest, a wtedy, och, nawet teraz pamiętam ten zapach...
I jeszcze coś - dziadkowie hodowali króliki, więc często je jedliśmy - Babcia zawsze szpikowała mięsko boczkiem, pychotka!
No i na 1 maja na obiad była zawsze pierwsza zielona sałata...
Mogłabym tak do znudzenia wspominać...