Czy tuczysz swoje dziecko?


Dzisiaj krótki artykuł naszego zaprzyjaźnionego dietetyka o odżywianiu dzieci, a w zasadzie o nieświadomym ich tuczeniu i wywoływaniu zupełnie niepotrzebnych i złych nawyków żywieniowych u najmłodszych. A Wy, jak przygotowujecie jadłospis dla dzieci?

Dietetyka jest postrzegana przez większość ludzi tylko przez pryzmat odchudzania, a przez słowo dieta większość osób rozumie zmniejszenie liczby spożywanych potraw, w celu zmniejszenia ciężaru ciała. A przecież nam, dietetykom, chodzi głównie o to, by dzięki prawidłowemu żywieniu zapewnić ludziom długie i zdrowe życie. Poza tym, dietetyka zajmuje się leczeniem wielu chorób tzw. dietozależnych i wspomaganiem leczenia innych.

Krótka historia pewnego chłopaka

Kilka tygodni temu spotkałam dawno niewidzianego kuzyna. Ten młody człowiek, ma bardzo podwyższone ciśnienie i kilka innych schorzeń, nad którymi nie ma sensu się tu rozwodzić. Miał szczęście, bo trafił do mądrego lekarza, który zamiast faszerować go tabletkami, wysłał do poradni dietetycznej. Większość kłopotów tego młodego mężczyzny wynika z jego wagi, którą mógłby się podzielić z jeszcze jednym kolegą i żaden z nich nie byłby szczupły.

Jeśli będzie dbał o właściwe, zdrowe odżywianie, zmniejszy masę ciała o połowę, to będzie zdrowym, przystojnym i interesującym „ciachem”. A jeśli nie… to niestety, w każdej chwili może mieć zawał, wylew. Zostanie mu kilka lat życia w coraz mniejszym komforcie. Ale zanim stanie się to najgorsze, będzie miał coraz mniej znajomych, bo nie będzie mógł uczestniczyć w normalnych dla studentów „zajęciach pozalekcyjnych”, będzie samotny. Dopadnie go impotencja. Nie będzie mógł zadbać sam o siebie i stanie się zależny od otoczenia podczas wykonywania najprostszych czynności dnia codziennego. Już teraz nie jest w stanie podbiec 15 metrów do autobusu.

Nawyki żywieniowe dzieci a rodzice

To nie tylko jego historia. Takich osób będzie coraz więcej i więcej. A wszystko to dzięki kochającym, troskliwym rodzicom, którzy chcą dobrze, ale nie zawsze im to wychodzi. To najbliższa rodzina, gdy dziecko ma zaledwie kilka miesięcy, zaczyna je karmić tym, co smakuje dorosłym. Tak kochają maleństwo, że chcą się z nim podzielić ciasteczkami, czekoladą, lodami, coca-colą itp. itd. To początek miłosnego tuczenia, początek bardzo poważnych problemów zdrowotnych.

Rodzice niemowlaka doskonale wiedzą, jak go karmić w czasie pierwszych 12 miesięcy życia. Wszyscy już chyba są świadomi, jak ważne dla przyszłego zdrowia dziecka jest karmienie piersią. Rodzice i dziadkowie orientują się, kiedy wprowadzać zupki, jajka, mięso. Ale nikt im nie mówi, czego nie powinni robić, gdy już minie pierwszy rok życia, co będzie dla malucha szkodliwe, a co pomoże mu zbudować w pełni wydajny organizm. Przyjrzyjmy się kilku ciągle popełnianym z miłości błędom.

Błąd pierwszy – słodkie napoje

Problem pojawia się bardzo wcześnie, na długo przed ukończeniem 12 miesiąca życia, gdy tylko kochana rodzina zamierza napoić niemowlaka. Może będzie to czas, gdy maleństwu gnębionemu kolkami będzie pomagał napar z koperku, albo później, gdy zacznie jeść pierwsze stałe pokarmy.

Bez żadnych logicznych przesłanek dorosły uznaje, że dzieciątko nie wypije „gorzkiego koperku” czy zwykłej wody. Słodzi zioła, gotuje osłodzony kompocik, podaje do picia soczek. I w ten sposób zaprzepaszcza szansę, by szybko nauczyć dziecko rozpoznawania czy jest głodne, czy chce mu się pić. A to zupełnie inne uczucia i potrzeby – prawda?

Mleko matki jest lekko słodkie. Nie, nie tak jak cukierek, czekoladka czy jabłko. Warto spróbować kilku kropel, by ocenić poziom słodkości! Po prostu nie przeważa w nim smak gorzki, słony czy kwaśny. Niemowlę wie (wiemy genetycznie), że to, co jest słodkie, jest też bezpiecznym i zdrowym pokarmem. I słodkie napoje pije chętnie, ale traktuje je jak posiłek, a nie sposób na ugaszenie pragnienia.

Skoro te dwie potrzeby maja nawet inne nazwy, trzeba je w inny sposób zaspokajać.
Jeśli za kilka miesięcy, lat, dziecko nie będzie umiało odróżnić tych potrzeb, będzie ciągle jadło. Wielu otyłych dorosłych ma problem z odróżnieniem potrzeb swojego ciała. Coś czuje i myśli, że to głód. Zjada kolejny posiłek. Po wizycie u dietetyka, terapeuty dowiadują się, że czasem wystarczy wypić szklankę wody i to wcale nie dlatego, że chce się głód oszukać, ale dlatego, że ciało jest odwodnione. A odwodnienie między innymi bardzo negatywnie wpływa na sprawność umysłową, czyli np. na wyniki w nauce.

Dziecko, któremu podawane są słodzone napoje przyzwyczaja się tylko do jednego smaku, w dodatku przesadnie intensywnego. I tak oto mogą się pojawić kłopoty z wprowadzaniem nowych produktów (np. warzywa), potraw, smaków. Nie są słodkie, dlatego nie będą akceptowane. Czy po kilku latach rodzicom przedszkolaków przyjdzie do głowy, że ich dziecko nie chce jeść marchewki czy brukselki dlatego, że poili je ”zdrowym domowym kompocikiem”? Raczej nie.

Rafinowany cukier, wprawdzie rozpuszczony w napojach i przez to niewidoczny, wypity przez dziecko, bardzo wysoko podnosi poziom glukozy we krwi niemowlaka, przedszkolaka i wymusza na trzustce walkę o jego obniżenie. Wiele tysięcy razy taka walka będzie wygrana. Ale do jej stoczenia za każdym razem trzeba będzie więcej sił i więcej czasu. Za każdym razem będzie trudniej.

Każdy organizm ma określoną wydolność, a gdy ona się „wyczerpie”, w końcu wytworzy się tzw. insulinooporność, a potem cukrzyca. To może się zdarzyć w wieku 12 lat, 40, 60, ale jeśli nie ograniczy się tego procesu, zdarzy się na pewno.

Dlatego: aby zaspokoić pragnienie, najlepsza jest woda. Jeśli dziecko naprawdę jest spragnione, wypije wodę, ale jeśli będzie chciało „coś słodkiego”, będzie się domagało słodkich napojów.

Tym razem to by było na tyle. O tym, czy soki owocowe są faktycznie zdrowymi i wartościowymi napojami dla dzieci, opowiem już za kilka dni.

A na koniec, troszkę humorystyczny, ale prawdziwy obrazek. Często rodzice mówią "...ja tak jadłem/jadłam i było dobrze”. A wielu z nich ma nadwagę, niewykrytą cukrzycę typu II, podwyższony poziom cholesterolu, wysokie ciśnienie, kłopoty z systemem rozrodczym itp. itd. I w dodatku nie wiedzą, jak by się czuli, w jakiej formie byłyby ich ciała, gdyby jednak rodzice ich oszczędzali, nie zmuszali do nadmiernego wysiłku w obronie przed fatalnym żywieniem.

Odżywianie dzieci, rys. A. Łowicki
Odżywianie dzieci, rys. A. Łowicki
O autorze
Wisława Karolewska
Dietetyczka i dziennikarka naukowa. Jak sama mówi, stara się sprawdzać większość diet na sobie. Uwielbia to, co robi.

Paulina Stępień

kotlet.tv

Dodaj komentarz

Komentarze: 9

  • Patrycja z Facebooka

Z wielką chęcią przeczytałabym więcej :D

Cieszę się :) na pewno będą kolejne :)

to zupelnie jak siostra mojego meza karmi swoja corke i moi tesciowie-kochani dziadkowie….cukierek ciasteczko słodzony napój-a co zabraniac, duzy juz jest-ta, bo 1,5 roku to duuuzo…wiadomo ze cukier szkodzi nie tylko na zeby ale i wplywa na przyszłe zycie-otyłosc choroby….

Niestety, tuczenie dzieciaków to zmora naszych czasów. Wydaje się, że jest to machina nie do zatrzymania: z jednej strony babcie, którym wydaje się, że tylko dziecko o kształcie kuli jest dzieckiem zdrowym, z drugiej reklamy, które informują, że nutella pomaga w osiąganiu sukcesów życiowych dziecka, że tylko podawanie nafaszerowanych cukrem i chemią Danonków uchroni dziecko przed krzywicą, że parówki ‚niby dla dzieci’ są najlepszym i najbezpieczniejszym posiłkiem mięsnym dla dziecka… Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy wiem, że rękę do tego przykłada Instytut Matki i Dziecka, który za odpowiednią sumę pieniędzy rekomenduje swoim logo właśnie te danonki i parówki. A nieświadome niczego mamy, chcąc jak najlepiej dla swoich dzieci, karmią je takim syfem.
Właściwie jest to temat-rzeka. A jako przyszła (mam nadzieję) dietetyczka, podpisuję się pod tym artykułem obiema rękami :)

Oj tuczę, tuczę:) Ledwie odpadnie od jednego cyca, to przysysa się do drugiego :P
Obrazek świetny, pożyczę na wykłady;)

  • Marzena z Facebooka

a mój trzylatek to niejadek ;/

artykuł świetny, czekam na kolejne!

Zgadzam się w 100% z panią dietetyk!
Sama widze ten objaw u wielu mam, także u mojej. Jednak już moja siostra, podobnie jak i ja, właśnie czytała wiele poradników pisanych przez dietetyków i jej córeczka – obecnie 1,5 roczna – to przykłąd zdrwego, szczęśliwego dziecka!

Uwielbia jeść warzywa, owoce, mogłąby wciąz próbowac czegoś nowego, najbardziej lubi jeść jougurt naturalny, pić wodę i jeść świeże owoce czy warzywka. Do tego ciągle się bawi, telewizora w domu nie ma, bo tylko zjada czas, więc mała ma już teraz bardzo rozwiniętą wyobraźnię, gdy słyszy mużykę tańczy też.. Jest naprawdę energiczna i szczęśliwa :)

Błagam Paulinko uruchom cykl porad o przetworach dla niemowląt,mój Mały zacznie rozszerzać swoją dietę zimą i chcę złapać dla niego co mogę do słoiczków,ale nie wiem jak…